Recenzja płyty „Love, Fear And The Time Machine” zespołu Riverside


RIVERSIDELoveFear
We wrześniu 2015 roku miała miejsce gorąca premiera muzyczna. Nasz rodzimy zespół Riverside wydał już szóstą płytę w swojej karierze, o intrygującym tytule
Love, Fear And The Time Machine. Po sukcesie poprzedniego krążka zatytułowanego Shrine Of New Generation Slaves zespół stanął przed nie lada wyzwaniem. Wyzwaniem powtórzenia tego sukcesu. Czy podołali zadaniu?

Riverside jest zespołem, który ciężko zaliczyć do konkretnego nurtu muzycznego. Mariusz Duda, Piotr Grudziński, Piotr Kozieradzki i Michał Łapaj przyzwyczaili nas do różnorodności i swobody interpretacji swojej twórczości. Wspomniany już album Shrine Of New Generation Slaves był bardziej rockową odmianą po poprzedzającym go metalowym Anno Domini High Definition.

Fani mogli się spodziewać wszystkiego. Love, Fear And The Time Machine jest konkretną zmianą w stylu Riverside. Dziesięć utworów dających ponad godzinę muzyki, okraszone łagodniejszym niż zazwyczaj wokalem Mariusza Dudy i wyraźna sekcja rytmiczna to wyróżniki tego krążka.

Warszawiacy podkreślają przemianę bohatera, którą obserwujemy już od Anno Domini High Definition. Zniewolony, samotny człowiek odradza się na nowej płycie niczym feniks z popiołów. Co powiedział sam Mariusz Duda, basista, wokalista i lider zespołu o najnowszym wydawnictwie? W wywiadzie udzielonemu „Magazynowi Gitarzysta” podzielił się ciekawymi przemyśleniami na temat samego tworzenia muzyki w dzisiejszych czasach:

Magazyn Gitarzysta: Czy nie uważasz, że dziś unika się określenia „piosenka”? Ludzie przestali postrzegać to słowo poważnie, częściej używając słowa „utwór”

Mariusz Duda: Nie wydaje mi się. Wydaje mi się, że obecnie jest tęsknota za dobrą piosenką. Lata ’80 trochę nostalgicznie wymuszają łezkę u wielu słuchaczy, którzy mówią, że kiedyś robiło się fajne piosenki. Teraz w radiu w większości są płaskie produkty marketingowe, tworzone na iPadzie, składające się z bitu i sampla czegoś, co było wymyślone dwadzieścia, czy trzydzieści lat temu. W latach ’80 słuchało się piosenek, które oprócz tego, że składały się ze zwrotek i refrenów, miały w sobie jeszcze jakąś głębię. Mówię tutaj o tych tzw. ambitnych wykonawcach jak Peter Gabriel, Kate Bush, Talk Talk, The Cure. Na takim piosenkowym podejściu zależało mi na nowym albumie.
Piosenki popowo-rockowe graliśmy od samego początku, to jeden z charakterystycznych stylów naszego zespołu(…) Nie miałem potrzeby być złym i krzyczeć na tej płycie. Nie miałem też potrzeby tworzenia muzyki, gdzie przez pięć minut będzie solo klawiszowe, czy partia saksofonu. Wydaje mi się, że dzięki tym zabiegom płyta przynosi powiew świeżości. Myślę, że niektórzy słuchacze zawsze chcieli, abyśmy taki album nagrali. Piosenkowy, bez nie wiadomo jakich wycieczek w stronę 15-minutowych eksperymentów, czy tzw. „progresywnego grania”.

Całość wywiadu można przeczytać pod tym adresem: http://www.magazyngitarzysta.pl/ludzie/wywiady/19186-mariusz-duda-riverside.html

Singiel promujący płytę pt. „Discard Your Fear” stanowi jej kwintesencję. Niezwykle rytmiczny i łagodnie płynący utwór wprowadza słuchacza w nastrój krążka. O najnowszej propozycji zespołu można zatem zdecydowanie powiedzieć, że jest ewolucją, nie rewolucją. Muzycy przyzwyczaili nas do różnorodności, do długich kompozycji, w których można zatracić się na długie godziny. Podobnie jest i w tym przypadku, choć znajdziemy raczej więcej spokoju i refleksji.


Fani niemogący się doczekać premiery mieli okazję trochę wcześniej posłuchać całej płyty. Parę dni przed premierą wyciekła ona bowiem do popularnego portalu muzycznego Spotify i choć zespół szybko się zorientował co się święci, to ten mały prezent chyba tylko pomógł albumowi. W zestawieniu OLiS płyta zajmowała przez jakiś czas pierwsze miejsce.
Love Fear And The Time Machine to płyta bardzo dobra, pozycja obowiązkowa na liście fanów dobrego rocka i ciekawa propozycja dla tych, którzy jeszcze nie znają świetnego, polskiego zespołu, który święci sukcesy raczej poza granicami naszego kraju. Czy ostatnia płyta to zmieni? Czas pokaże.

Autor: Paweł Jaszczanin

Advertisements

Jedna uwaga do wpisu “Recenzja płyty „Love, Fear And The Time Machine” zespołu Riverside

  1. Przecinki w złych miejscach, złe formy gramatyczne, nawet jakbym chciała skupić się na treści artykułu – nie potrafię. Żeby w takim krótkim tekście zrobić tyle błędów językowych… Jak dla mnie: wstyd i żenada.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s