Recykling Metalu: Lunar Strain


Innymi słowy skrajnie subiektywny tygodnik ze starymi płytami wszelkich odmian metalu. Nie liczcie na recenzje nowych krążków, selekcja materiału jest prosta: ma być 10+ lat na karku, ma się wyróżniać, ma być warty odsłuchania. Enjoy!

Na pierwszy ogień idzie In Flames z wydanym cztery lata po powstaniu zespołu Lunar Strain. In Flames jest stosunkowo znanym zespołem, więc nie zdziwi mnie ewentualne pytanie, co w takim dziale robi banda starszych panów grająca pop-rock z klaskaniem w tle. Mniej osób jednak wie, że udało im się wypuścić kilka całkiem niezłych numerów, zanim nastawienie ich kompozytora na coś rzeczywiście dobrego (a przynajmniej dającego się słuchać) stało się nastawieniem na trzepanie hajsu. W zasadzie nic dziwnego, bo sam bym automatycznie spasował z dalszym poznawaniem twórczości kapeli zaczynając znajomość od A Sense of Purpose czy Soundtrack to Your Escape, aaale w tym momencie na scenę wkraczam ja z Recyklingiem, i już prawię, dzięki czemu Lunar In Flames jest uważany za jednego z pierwowzorów Melodycznego Death Metalu.

Wystrzał

IF powstali w 1990 roku, jednak w związku z tym, że byli wówczas bardziej projektem pobocznym założyciela niż pełnoprawnym zespołem, to dema doczekali się dopiero po 3 latach. W 1994, kiedy dla każdego w zespole In Flames było już projektem flagowym, światło dzienne ujrzała pierwsza płyta. Melodic Death Metal specjalnie świeżym odkryciem już wtedy nie był, jednak w przeciwieństwie do podobnych temu stylowi płyt, świetnie wstrzelił się między dosyć surowe (następnie thrashowe) płyty At The Gates i Dark Tranquillity, a bardziej progresywnymi numerami Opetha z Orchid czy Morningrise wydanymi niewiele później. Krążek na tyle mocny, że jest w stanie zadowolić weteranów i na tyle delikatny, że nie przyprawi cywila o krwotok z bębenków. Definicja MDM.

Strzał w dziesiątkę

Lunar zaczyna się energicznie, później płynnie zwalnia, odbija delikatnie z tematu, i przyspiesza kończąc się w stylu równie żwawym, co na początku. Takie można odnieść pierwsze wrażenie po przesłuchaniu płyty, ponieważ jest tak sklejona, że słucha się jej prawie jak jednego, nieco ponad półgodzinnego kawałka, a nie szeregu niepasujących do siebie puzzli. Już w pierwszych minutach szczególnie wyróżnia się tekst – brak tutaj typowo deathowych, barwnych ilustracji końca świata i wiecznej posługi u wujka szatana, a i grafomańskiej płycizny ze sztampą również nie stwierdzam, chociaż czasem delikatnie czuć jakieś niepasujące do reszty wtrącenia. Poza treścią również wykonanie daje radę: zachowany balans między wysokim, brudnym growlem a przejrzystością tekstu z delikatną nutką opętańczej pasji. Ogólnie czuć, że solista wie co robi i robi to z duszą. Ba – nie solista, tylko soliści, bo trzeba zaznaczyć znakomite Everlost part II z Jennicą Johansson na mikrofonie.

Linia melodyczna zachwyca balansem. Przy ilości i dobrze dobranych proporcjach grania linii solo do akordów, dwóch linii solo (ze znakomitym dialogiem!), mocniejszych blastów, melodyczniejszych zwolnień, ilości zwolnień i przyśpieszeń… jak na MDM grany z minimalnym użyciem czegokolwiek poza gitarami, perką i wokalem szereg technik jest dosyć imponujący – i to nie tylko jak na standardy lat ’90. Magia tej płyty nie opiera się jednak tylko na taktyce, ale i strategii grania: nie ma tutaj tylko i wyłącznie deathmetalowych numerów – sporą część płyty przeznaczono na wyroby metalopodobne z mocnym akcentem na skandynawski folk. Nie chodzi mi jednak o pijacką sieczkę w stylu Korpiklaani – jest to seria dobrze przemyślanych kawałków; i tak obok standardowego metalu znajdziemy wspomnianego Everlosta (akustyki i damski, czysty niczym flaszka Kwaśniewskiego wokal), smyczkowego Hårgalåten, czy klimatyczny, akustyczny wstępniak do In Flames (jednak tylko w wersji z 1993).

Strzał w płot

Starczy już tego cukrzenia, nie ma płyty bez rysy. Lunar Strain, jakkolwiek świetny by nie był, zdecydowanie nie jest dla każdego. Po pierwsze trzeba lubić cięższą muzykę przynajmniej w stopniu pozwalającym na tolerowanie skrzekliwego growlu (osobista obserwacja: też sądzicie, że ludzi mniej lubiących metal częściej zraża wokal, nawet średniej ciężkości, niż ostra napie@$!*#^ka na instrumentach?). Zakładając jednak, że inaczej, czytelniku, byś tego nie czytał, to – po drugie – musisz się uzbroić w cierpliwość do bardzo średniej jakości nagrania. Nie wszyscy przepadają za perkusją brzmiącą miejscami jak odbijanie piłeczki do pingla o pudełko po butach. Brzmienie gitary też zachwyci tylko tych, którzy jakość nagrania z początków MDM uznają za cenioną cechę charakterystyczną gatunku – reszta populacji może mieć niedosyt, audiofile mogą mieć myśli samobójcze. A to jeszcze nie wszystko…

InFlamesSonisphere2011-4

Źródło: Wikipedia

Strzał w kolano

…ponieważ poza samymi standardami jakości zmienił się przez te 21 lat także skład zespołu. Przez In Flames przetoczyła się już populacja równa, mniej więcej, drużynie piłkarskiej, jednak najbardziej w kość dała zmiana solisty. Mikael Stanne, który śpiewał na Lunar Strain i Subterranean został zamieniony przez Andersa Fridéna. Zamieniony dosłownie, ponieważ Stanne poszedł do Dark Tranquillity, skąd zwerbowano Andersa. Zmiana wokalu diametralnie zmieniła jakość, styl i samą treść tekstu. Nie każdemu musi się to spodobać, choć osobiście twierdzę, że poza płytami Clayman i – na siłę – Colony zbyt wiele już temu zespołowi dobrego nie wyszło. Na nich jeszcze przynajmniej muzyka w jakimś stopniu zahaczała o MDM, teraz jest to… blastowo-klaskany pop-rock? Cokolwiek to jest, magię Lunar Strain łatwiej jest mimo wszystko zauważyć w DT, niż IF. Co gorsza nie ma nawet minimalnych możliwości ujrzenia dzisiaj na koncercie utworu z pierwszego krążka IF w oryginalnym stylu. Całe szczęście, że przynajmniej płyta, nie zespół – dobra niezmiennie. Polecam!

TL;DR:

Gatunek: Melodic Death Metal (Göteborg);

Za: klimat, wyważenie gatunkowe i jakościowe;

Przeciw: jakość nagrań, miejscami czuć niedosyt bardziej ambitnych zagrań;

Podobne do: Dark Tranquillity, At The Gates, Dimension Zero.

Autor: Piotr Maślij

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s