Recykling Metalu: Reinkaos

Reinkaos; źródło: WIkipedia

Dissection w czasach swojej świetności uznawany był za „jeden z najlepszych zespołów jakie kiedykolwiek zrodziła szwedzka ziemia” (-D. Ekeroth). Z powodzeniem tworzyli oryginalne połączenie death i black metalu ku chwale wszystkiego z piekła rodem, z mocnym melodycznym akcentem. Mieliby pewnie przed sobą świetną przyszłość, gdyby nie skazanie lidera grupy na 7 lat za współudział w morderstwie. Po opuszczeniu przez niego pierdla zespół ponownie się zjednoczył i wydał kolejną płytę – jednak zupełnie inną, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać.

Czyn

Powstałe w 1990 roku Dissection, powołane do życia z inicjatywy Jona Nödveidta, pierwszą płytę The Somberlain pokazało światu trzy lata później. Już po demach grupa pokazywała, że będzie poważnym zawodnikiem na rynku skandynawskiego metalu – i tak też się stało. Niecodzienne, dobrze zbalansowane połączenie deathu z blackiem utrzymane w klimacie melancholijnej (o ile jest to dobry przymiotnik do opisywania piosenek o mordowaniu aniołów), opętańczej opowieści, złotymi literami zapisało się na kartach szwedzkiej muzyki. Rok później ukazało się nie gorsze od poprzednika Storm of the Light’s Bane, a dalej zamiast kolejnej płyty, pojawił się wyrok wspomnianych 7 lat, co skutecznie powstrzymało dalszy rozwój zespołu. Plotka niesie, że podobno człowiekowi, co kilka lat w jakimś znaczącym stopniu zmienia się gust muzyczny. Osobiście tego nie doświadczyłem, jednak ta teza, na równi z jakimś mistycznym oświeceniem, częściowym przyjęciem poglądów współwięźniów czy nagłym atakiem starości, sporo by tłumaczyła w diametralnej różnicy między płytami przed i po odsiadce. A różnica jest kolosalna.

Oskarżenie

Przede wszystkim Reinkaos mocno spuszcza z agresywnego, brutalnego brzmienia będącego znakiem firmowym szwedzkiego metalu na rzecz o wiele spokojniejszych zagrywek. Na próżno szukać tutaj dynamicznej perkusji czy kostkowania godnego zaawansowanego Parkinsona ręki trzymającej kostkę. Powodzenia też życzę przy wypatrywaniu dwóch gitar jednocześnie grających przyjemnie uzupełniającą się melodię – ta płyta opiera się na wręcz rockowym połączeniu gitara rytmiczna – gitara melodyczna. Owszem, generalizacja i tutaj się nie sprawdza, są wyjątki pokroju bębnów w Starless Aeon czy miejscami rzeczywiście szybszego targania strun, ale ewidentnie nie jest już to poziom wyznaczony przez poprzednie płyty, ba – miejscami ciężko to z czystym sumieniem nazwać metalem. Nacisk zdecydowanie postawiony jest na rytmikę i melodyczność zagrywek, sęk jednak w tym, że wyraźnie zaburzona jest proporcja między tymi dwoma aspektami. Jakby tego było mało, część riffów, na których opiera się płyta jest zwyczajnie kiepskich. Z racji tego przykładowo Xeper-I-Set, mimo bardzo przyjemnego refrenu i mostka, jest początkowo cholernie ciężkostrawny, a pierwsze dwa utwory płyty nie powinny wyjść poza studio nagraniowe, o ile w ogóle powinny się w nim znaleźć. Głód na dobrą gitarę ratuje poniekąd tytułowy Reinkaos – głównie z racji tego, że jest to czysty instrumental, ale to i tak marne pocieszenie. Tak to mniej więcej wygląda, jeżeli oczekiwaliście po wyjściu lidera z więzienia płyty równie mocnej, co powód jego tam pobytu.

Obrona

Cała sytuacja zmienia się jednak wraz ze skreśleniem wszelkich oczekiwań totalnej rozpierduchy czy po prostu kontynuacji starego brzmienia Dissection. W tym wypadku najlepiej mają Ci, którzy ten zespół poznają od Reinkaos albo właśnie z tego punktu zaczynają znajomość ze spokojniejszym skandynawskim metalem. Właśnie wspomniany spokój jest tutaj kluczem do oryginalności nagrania – nie licząc kilku(nastu) krzywych zagrań, ostatniego dziecka Nödveidta słucha się bardzo przyjemnie. Muzyka się nie narzuca, jest bardzo melodyczna, niemalże balansująca miejscami na granicy metalu i rocka, jednak w kluczowych chwilach przypominająca o swoich korzeniach odpowiednio ostrzejszym zagraniem. Jest to niezły rodzynek do tego stopnia, że połasiłbym się na określenie płyty mianem relaksującego black metalu. Brzmi awangardowo? Bo tak też jest. Dopisując do całości śpiew nie będący ni brudnym wrzaskiem, ni spokojnym (lecz nieco agresywnym) głosem, to pomimo widocznego miejscami braku balansu i kilkoma wybitnie nietrafionymi riffami ogólnie nie jest źle – ba, jest serio dobrze!

Dissection_live_in_2005

Nodveit na trasie w 2005 roku; źródło: Wikipedia

Co do śpiewu – nie tylko muzyka zespołu zmieniła się przez 7 znaczących lat. Różnicę bardzo dobrze widać również w tekście, który jest dosyć oryginalny nawet jak na kombinację death i black metalu. Klasyczne dla Dissection opowiadanie o zarzynaniu aniołów czy potrącaniu tematu szatana jest tu ujęte niemal tylko symbolicznie, ponieważ lwia część poświęcona jest religiom wschodnim, przy czym liczba mnoga nie jest tu użyta bez powodu. Strzel czytelniku w jakąś wschodnią religię z odłamem ciemniejszej strony i masz sporą szansę, że Nödveidt o niej wspomniał. Buddyzm tybetański? Jest. Zaratusztrianizm? Jest. Dla wybrednych znajdą się też wzmianki o kosmicznych smokach i innych wynalazkach. Do wyboru, do koloru, a wszystko w bardzo przystępnym wykonaniu.

Wyrok

Przemiana Dissection, nawet, jeżeli głównie ukazywana jest jako skutek dosyć długiej odsiadki, nie musi być koniecznie jej efektem. Na upartego pierwsze elementy nadchodzących zmian można znaleźć jeszcze na Storm of the Light’s Bane, przykładowo w (znakomitym swoją drogą) kawałku Where dead angels lie, który już jest połączeniem melodycznego The Somberlain z rytmicznym Reinkaos (w obu przypadkach mowa o nazwach płyt). Jednak to tylko moja teoria, jak było naprawdę już się nie dowiemy. Ciężko się o to spytać lidera Dissection, ponieważ Nödveidt doszedł do wniosku, że co miał w życiu zrobić, to zrobił i – zgodnie ze swoimi wierzeniami – popełnił samobójstwo w 2006 roku, kończąc z raną postrzałową, w narysowanym pentagramie z grymuarem pod ręką. Koleś w ogóle miał historię życia godną oddzielnego artykułu, jednak w oczekiwaniu na jego ewentualne napisanie polecam przesłuchać jego ostatnie dzieło. Świeżym w temacie do spokojnego wejścia w klimaty, koneserom do relaksu.

TL;DR:

Gatunek: Melodyczny Blackened Death Metal (Strömstad);

Za: Wpadające w ucho zagrania, tematyka tekstów, delikatność wykonania…

Przeciw: …która często zostawia niedosyt, nierówna jakość utworów;

Podobne: zupełnie do niczego.

Autor: Piotr Maślij

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s