Bycie kobietą współczesną mnie męczy


Obecnie żyjemy w świecie, który jest bardzo niełaskawy dla nas, kobiet. Kiedy jesteśmy młode, studiujemy nie wypad nam imprezować od zmierzchu do świtu, musimy się przecież szanować. Nie wypada mieć kilku kolegów, bo jasne, że to nie koledzy. Mamy być seksowne, zawsze w bieliźnie od Chantelle, zawsze pomalowane, zawsze świetnie ubrane, najlepiej w szpilkach i spódnicy. Mamy orientować się w sprawach gospodarki, polityki, kultury. Być świetnymi gospodyniami domowymi, mamy doglądać domowego ogniska. Mamy być oparciem dla partnera, mamy być świetnymi matkami, świetnymi żonami, świetnymi kochankami. Mamy być spełnione zawodowo. Ufff, nie za dużo tego wszystkiego?! Owszem. Dlatego powstały „Dziewczyny” („Girls”), obyczajowy serial o tym jak być kobietą i wariować trochę mniej, niż zazwyczaj.

Mamy tu do czynienia z czterema Amerykankami, dziewczynami z Nowego Jorku. Każda z nich ma inne przeżycia, więc również inna osobowość. Hannę (Lena Dunham) poznajemy momencie, kiedy rodzice oznajmiają jej, że nie będą jej dłużej utrzymywać. Hannah skończyła studia, chce pracować, jako pisarka. Nagle zostaje na lodzie. Tutaj przychodzi czas na poznanie pozostałych trzech bohaterek – jej przyjaciółek. Marnie (Allison Williams), Jennę (Jemima Kirke) i Shoshannę (Zosia Mamet).

Jak już wspominałam, każda z nich jest inna. Hannah, jest najbardziej egoistyczna w moim mniemaniu. Jest też czasem infantylna, jednak da się lubić. Muszę jednak zaznaczyć, że jako jedyna ze swojej „ekipy” jest nadal utrzymywana przez rodziców. Poza przyjaciółkami ma chłopaka, Adama (Adam Driver), chociaż ich relacje ciężko tutaj nazwać związkiem. Nie utrzymują stałego kontaktu. Kiedy w pierwszym odcinku się widzą po kilku dniach niewidzenia od razu przechodzą do seksu, bez rozbudowanej gry wstępnej? Adam ma zwierzęcy stosunek, do tej czynności, traktuje inicjacje tak bezceremonialnie jak tylko można. Hannah odbywa bezpłatny staż, kiedy prosi w końcu o wynagrodzenie za swoją pracę, szef podaje jej rękę, kończąc współpracę.

Marnie – poznajemy ją drugą. Jest współlokatorką Hanny. Jest w związku z Charliem, którego nie kocha. Zwierza się z tego Hannie, a ta kwituje, że Marnie pewnie ma dość waginy Charliego. Marnie pracuje w galerii sztuki, jako recepcjonistka, przypomina mi trochę Charlotte York z „Sexu w wielkim mieście”

Jenna – bardzo modna Angielka. Podróżuje po Europie, poznajemy ją w momencie, kiedy właśnie wraca z podróży. Jest niezależna, nie chadza na randki, nie ma partnera. Podejrzewa, że jest w niechcianej ciąży. Wiecznie wszędzie spóźniona, nie widzi nic złego w blancie, czy papierosach (nadal będąc przekonaną o ciąży). Shoshanna Shapiro, ma egzotyczne nazwisko, kojarzy się azjatycko, ale wbrew pozorom jest Amerykanką, żyje jakby w swojej bajce. Nie zna prawdziwego życia, jest na utrzymaniu rodziców i z lekka zawiewa klimatem „Gossip Girl”, sprawia wrażenie „dziewczyny z dobrego domu”. Z jej rozmowy z Marnie dowiadujemy się, że jest dziewicą, w Shosh to wyznaje budzi lęk, w Marnie zdziwienie.
Cała czwórka ma „zabawne” podejście do aborcji, co jest dla mnie dziwne.

Dziewczyny w klinice czekając na Jessę, która się nie zjawia (pije drinka w barze). Hannah wstaje i dziwi się jak można nie przyjść, na tak świetnie zorganizowaną aborcję, (przyrównanie zabiegu do przyjęcia). Cała sytuacja bawi i przeraża jednocześnie, bo jak można podchodzić, z aż takim dystansem do morderstwa na nienarodzonym dziecku?

Na końcu zostaje nam Adam – partner Hanny. Mało romantyczny, taki książkowy przykład zwykłego faceta. Cecha charakterystyczna – nie nosi koszulki. Jest zamknięty w sobie, sprawia wrażenie wrażliwego.

Cały serial rezygnuje z estetycznej i przesłodzonej otoczki, pokazuje życie, jakiego można się spodziewać wkraczając w dorosłość. Brak mi porównania do innego serialu, bo w każdym „kobiecym” był przepych, romantyzm, brak brzydkości życia. A życie brzydkim bywa. Możemy utożsamić się z główną bohaterką, a to rzadkie zjawisko, jeżeli mowa o serialach amerykańskich. My też musimy znaleźć pracę, żeby opłacić telefon, mieszkanie, mieć co jeść. Hannah staje przed tymi samymi trudnościami. Nie zawsze trafimy na partnera, którego będziemy kochać i my same zostaniemy tą miłością obdarzone. Zdarza nam się upić i robić rzeczy, których się potem wstydzimy, eksperymentujemy ze środkami psychoaktywnymi. Bohaterom nieobce są rozczarowania życiowe. Nam również. Dziewczyny znacznie różnią się od „Seksu w wielkim mieście”, mimo że próbowano z niego zrobić coś realnego. Serial jest głosem nowego pokolenia kobiet, które chcą zachować swoja indywidualność i nie podążać za stadkiem. Dodam jeszcze, że odtwórczyni roli głównej bohaterki jest tak naprawdę osobą, bez której dziewczyny by nie powstały. Tak, Lena jest scenarzystką i całą pomysłodawczynią.

Skończyłam oglądać sezon czwarty i czekam na piąty. Może brak tu zagęszczonej akcji, ale jednak to jeden z moich ulubionych seriali. Każda bohaterka ma coś ze mnie, a może to ja mam coś z każdej bohaterki.

„Dziewczyny” są esencją życia w wielkim mieście, gdzie będąc w tłumie możemy czuć się samotni, kompleksy są zmorą. Wulgarność jest wszechobecna i nikogo nie dziwi. Nie zawsze też będziemy spełnieni życiowo, zawodowo, związkowo. Uważam, że to genialny serial dla kobiet, które mają dość oglądania seriali, w których przeważa nierealny perfekcjonizm. Co do spraw technicznych – odcinki są bardzo przystępne, maja po 30 minut, nie męczą. Zawsze mam niedosyt, czekając na kolejny odcinek. I pomimo swojej przystępności skłaniają do refleksji. Poza tym ma świetny soundtrack. Dałabym serialowi 8 w filmwebowej skali za całokształt.

Autorka: Adriana Kozłowska

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s