Czy Moc się przebudziła?


Siódma część sagi Gwiezdnych Wojen była filmem, na który czekały miliony ludzi na całym świecie. Jako wielki fan tego, co dzieje się w odległej galaktyce musiałem jak najszybciej obejrzeć najnowszy epizod. J.J. Abrams mierzył się z legendarną marką. Nie tylko filmową, ale i kulturową. Czy sprostał zadaniu?

Przebudzenie Mocy to film, przy którym znaczna większość fanów Gwiezdnych Wojen będzie się świetnie bawić. Imperium co prawda się rozpadło, ale o pokoju w galaktyce możemy tylko pomarzyć. J.J Abrams wprowadza nas do powojennej rzeczywistości świata Star Wars. Rey, jedna z głównych bohaterów filmu ledwo wiąże koniec z końcem. Zastanawia fakt, dlaczego Ruch Oporu i Republika to dwa oddzielne byty. Najwyższy Porządek, powstała na zgliszczach Imperium mroczna organizacja jest jedną wielką zagadką. Nie wiemy nic o jej przywódcy Snoke’u, który wygląda bardziej przerażająco niż ich najlepszy wojownik Kylo Ren. Wspomniany wojownik jest tematem wielu dyskusji. Po zrzuceniu maski widzimy młodego chłopaka, który bardziej się nadaje do melodramatu o problemach młodzieży, niż do prowadzenia w bój szturmowców.

Zabieg ten jest jednak moim zdaniem zamierzony. Kylo Ren chce dorównać Vaderowi, ale zdaje sobie sprawę z tego, że średnio mu to wychodzi. Walka jaka się w nim rozgrywa jest nie mniej ważna niż te toczone na miecze świetlne. Gdy zakłada maskę ukrywa swoje problemy, ukrywa strach i niedoświadczenie. Staje się wtedy o wiele groźniejszy. Podobny na swój sposób Vaderowi.

Dlaczego Republika pozwoliła na powstanie takiej organizacji jak Najwyższy Porządek? Dlaczego w ogóle Ruch Oporu nadal istnieje? Dlaczego Luke Skywalker, legendarny Jedi ukrywa się na jakiejś nieznanej planecie? Odpowiedzi na te pytania trzeba będzie poszukać w VIII epizodzie sagi. Czy to znaczy, że w części VII panuje chaos? Nie. Świetne efekty specjalne, świetna forma aktorów zarówno znanych jak i nowych spaja film. Widać, że wzorowano się na starej trylogii. Planety, jakie odwiedzamy przypominają Hoth, Tatooine czy Endor. Humor Disneya miesza się z powagą Gwiezdnych Wojen w udany sposób. Uważam też, że walki na miecze świetlne są lepsze niż w nowej trylogii. To za co kochamy Gwiezdne Wojny zostało zachowane. Można się przyczepić do wielu mankamentów filmu. Do postaci Kylo Rena, którą większość wyobrażało sobie jako jeszcze brutalniejszą wersję Dartha Vadera. Nie zapominajmy jednak, że czekają nas kolejne dwa filmy. Siódma część daje nadzieje na niesamowite zwroty akcji w kolejnych epizodach. Bitwy statków kosmicznych to absolutny atut tego filmu. Jeśli w następnych częściach będzie ich choćby o minutę mniej, określę to mianem grzechu niewybaczalnego. Można się przyczepić do wymuszonych żartów Finna, które mają tyle samo zwolenników co przeciwników. Mnie osobiście się podobały. Nie ma filmów bez wad. Sądzę, że głównym zarzutem fanów wobec najnowszych odsłon sagi, jak również nowej trylogii jest to, że nie dorównują starej. Nie oszukujmy się jednak. Gdyby Disney stworzył nieskazitelne arcydzieło bez ani jednej wady, to i tak znalazłaby się grupa osób, która film zrobiłaby lepiej. Dla wielu każdy kolejny film z serii Star Wars będzie odgrzewanym kotletem, bo przecież już to widzieliśmy wcześniej. Nawiązanie do poprzednich filmów jest kluczowe dla rozwoju fabuły, więc taki zarzut nie ma żadnego uzasadnienia.

Nie chcąc zdradzać szczegółów fabuły wysyłam do kina wszystkich fanów Gwiezdnych Wojen. Wysyłam do kina wszystkich fanów świetnych filmów, bo Disney odwalił kawał dobrej roboty. Moc znów jest z nami.

Just let it in

 

Autor: Paweł Jaszczanin

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s