O treści „Pomagam”


I niby nie dzieje się nic. I może to nawet fajnie, że jest jak jest. I jakby prościej, łatwiej. A przecież satysfakcja ta sama. To w zasadzie, po co się przemęczać? I po co wychodzić przed szereg? I po co się wyróżniać? Przecież i tak, później w ulicznej sondzie, powiem, że owszem, pomagam. I to wcale niemało. I to z wielką satysfakcją. Bo serce mam wielkie.

            No bo tak: oglądam telewizję. Widzę właśnie, w przerwie reklamowej, spot. Spot ten jest spotem społecznym. Więc jak na spot społeczny przystało, widzę w nim dziecko. Przykute do wózka, przechodzące rehabilitację, w objęciach matki, ojca, babki, dziadka. Cokolwiek. Słyszę w tym spocie muzykę. Ale muzykę z tych rzewnych, a właściwie z tych najrzewniejszych. No i mi się przecież serce kraje. Przecież nie mogę bezczynnie patrzeć na cierpienie niewinnych. Przecież jak tak może być? Jak przejść obojętnie? Jak nie przystanąć, nie zamyśliwszy się na moment? No to już. Telefon w rękę. Wysyłam podaną treść smsa na podany numer. I już jakby człowiekowi lżej. Kamień z serca. Obracam się drugi bok.

            Albo jeszcze inaczej. Włączam telewizor. Widzę serwis informacyjny. O kolejnym balu charytatywnym mi mówią. I piękna idea jest, i piękne kobiety też są. I piękne stroje, droga biżuteria, same sławne osoby, drogie samochody, dobre jedzenie i szampan w kieliszkach – najlepszy w najlepszych. I na słuszny cel zbierają. Serce rośnie. I zbiorą na pewno dużo. No, bo przecież serca ich są ogromne i ciepłe. I później powiedzą mi, w jutrzejszym serwisie na przykład, że półtora miliona zebrali. No to ja najpewniej za głowę się złapię, że aż tak wielkie serca mają. Bo aż tak wielkich serc bym się nie spodziewał. Teraz zasługują na bal jakiś, co by wyraził wdzięczność. Ale chyba balu nie będzie. Bo zabrakło na te najdroższe szampany i przystawki. Bo przecież na balu numer jeden, wydali pewnie z milion, żeby te wszystkie koszty pokryć. Ale serca mają wielkie, bo zebrali półtora. Mają serca wielkie.

            I jeszcze, na przykład, ktoś chce fetę zorganizować. Taką dużą. Taką wręcz ogromną. Żeby wyjść na ulicę i z uśmiechem na ustach zebrać pieniądze. A na jaki cel to już nieważne. Ważne, że pomóc innym chce. No i włączam telewizor, i słyszę, że złodziej największy w narodzie. Że pasożyt na własnym łonie chowany. Że gdzie on tam jakieś wartości większe. Że seks, narkotyki i ogólna degrengolada. Że demoralizacja najmłodszych. A on najmłodszych do działania mobilizuje. Sprzed telewizora odciąga. Uśmiech im rozdaje i szansę daję, by dali część siebie innym. I to wszystko jakoś tak zbyt wesoło jest. A jak zbyt wesoło, to wiadomo, że na pewno gdzieś, ktoś oszukuje. Że na pewno coś ukrywa. I na pewno serca nie ma wielkiego, bo chyba Boga w sercu nie ma. A jak Boga w sercu nie ma, to i serca nie ma. Więc stłamsić w zarodku. Bo serce mam wielkie.

            No i usiąść przed telewizorem. Włączyć. Zobaczyć. Ponarzekać, łezkę uronić. Smsa wysłać. Może coś zjeść. Może coś wypić. Nie zgodzić się z jednym, pochwalić drugiego. Obejrzeć coś. W przerwie nie wysłać kolejnego smsa, bo przecież to już przesada lekka. I pójść spać. A rano wstać i spotkawszy sondę, udzielić rzeczowej odpowiedzi. Że serce mam wielkie, ciepłe i wrażliwe na krzywdę drugiego człowieka. I że jak tę krzywdę widzę, to zawsze (o treści) „Pomagam”.

Autor: Michał Kaźmierczak

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s