Mamuśka jest tylko jedna


W malutkiej wsi w centralnej Polsce jest tylko jeden sklep – stary, popegeerowski budynek z ciężkimi, blaszanymi drzwiami. Naprzeciwko tego sklepu mieszka kobieta, która pracuje w nim od niepamiętnych czasów. Nie ma pory, w której nie można pójść do jej drzwi i zapukać. Mamuśka zawsze otworzy.

Obok sklepu Mamuśki jest przystanek autobusowy. Niebiesko-żółta wiata, pod którą można się skryć w razie deszczu. Na ławeczce przystanku autobusowego można przysiąść, gdy alkohol zapanuje nad przemęczonymi nogami i umysłami. Na przystanku spotykają się wszyscy po pracy. Miejscowi wsiadają na rowery lub idą piechotą, po czym witają się radośnie ze zgromadzonymi. Ktoś zawsze skoczy po flaszkę, ktoś zawsze dorzuci do wina. W lato można przespać się na polu za sklepem, a kawałek dalej można się odlać. Dopiero późno w nocy Mamuśka idzie do domu. Jest zmęczona i zła, bo chyba już wie, że i tak będzie musiała jeszcze wychodzić. Komuś zawsze zostanie kilka złotych na ostatniego winiacza przed pożegnaniem. Wszyscy wracają do domów pijani.

Krzychu nie pije. Krzychu czemu nie pijesz? – pyta jeden z myśliwych, bo Krzychu chodzi czasami w nagonce. Jest zima. W kurwe jebane, nie łyka się – odpowiada. A dlaczego? Przecież to już po poście. Teraz karnawał – myśliwy nie odpuszcza. Krzychu odpowiada: Taaa, ja cały post chlałem. Trzeba zastopować. Cisza w samochodzie. Polowanie zmienia miejsce, więc trzeba wszystkich przewieźć. Obok Krzycha siedzi Diabeł. Diabeł jest starszy od Krzycha i trochę się jąka. Z tyłu, za kratką siedzi pies i ujada. Ucisz go tam. Cicho! – denerwuje się myśliwy. Co? Pewnie byś wolał teraz u Mamuśki stać zamiast marznąć? – myśliwy żartuje. Też jest stąd. A chuj, nie łyka się – ucina Krzychu. Pies ujada nie do wytrzymania.

Nagonka chodzi po polach, po lasach, po krzakach i po bagnach. Zdradliwy teren, bo woda niby zamarznięta, ale skąpać się można. Diabeł się skąpał. Na polach wieje jak cholera, aż szluga nie sposób odpalić. W lesie jest trochę lepiej, bo drzewa osłaniają od wiatru i sucho jest. Krzychu i Diabeł pracują w lesie – są pilarzami. Znają te tereny jak własną kieszeń, więc to oni kierują całą nagonką. W nagonce trzeba krzyczeć, żeby wypłoszyć zwierzynę. Kiedy naganiacze usłyszą strzał, od razu krzyczą jakby głośniej, bo wiedzą, że dobrze wykonują swoją robotę. Natomiast najgorsze są krzaki. Krzychu najbardziej nie lubi zagajników, młodych sosen. Trzeba się tak bardzo przedzierać i zawsze zostaje się w tyle, a nagonka musi iść równo. Tylko krzyczeć nie trzeba aż tak głośno, bo zwierzyna i tak usłyszy trzask łamanych gałęzi.

Polowanie kończy się pokotem. Jeden z myśliwych gra sygnał zakończenia, po czym wszyscy idą do kwatery, by tam zjeść gorącą zupę. Krzychu i Diabeł biorą dokładki – nie ma to jak gorąca zupa po całym dniu chodzenia na mrozie. Po zjedzeniu wychodzą na dwór zapalić papierosa. W tym samym czasie dwóch myśliwych wyciąga na stół po jednej flaszce. Poczekajcie – mówi i wychodzi na dwór ten sam myśliwy, z którym Krzychu i Diabeł jechali samochodem. W ręku ma jedną z butelek. Trzymajcie – myśliwy podaje wódkę chłopakom z nagonki. Krzychu, ale przecież Ty nie pijesz – dodaje. Krzychu bierze flaszkę i wszyscy zaczynają się śmiać, bo przecież Mamuśka bardzo kocha swoje dzieci.

Autor: Michał Kaźmierczak

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s