Książka versus book


Wszystko musi być szybsze. Nowocześniejsze. Lepiej dostępne. Skonwertowane. Najlepiej w pakietach! Cały świat oszalał na punkcie elektroniki, która z szybkością błyskawicy rozszerza swe neonowe macki i kabelki na każdą sferę życia. Samosprzątające odkurzacze, myślące ekspresy do kawy, które zaparzą ci gorący napój akurat o tej porze, gdy przybędziesz do domu, odtwarzacze muzyki mieszczące WSZYSTKIE twoje ulubione utwory. Poza tym ekrany, ekraninki, ekranole, które uśmiechają się do ciebie dosłownie z każdego zakątka. Nawet twoja ukochana lodówka teraz szczerzy się od ucha do ucha wyświetlaczem z temperaturą. Przecież koniecznie musisz wiedzieć czy twoje jogurty są chłodne czy zimne.

 Jesteś zewsząd bombardowany nowoczesnością i jej wdziękami – kuszącymi, błyszczącymi, modnymi! Zapewniają cię, że Pani Nowoczesność ofiaruje ci większą swobodę i oszczędzi twój czas. W końcu to kluczowe, prawda? Trzeba się spieszyć, trzeba zdążyć ze wszystkim, zrobić wszystko i jeszcze więcej. Więcej, więcej, więcej! Najlepiej, żeby to całe „więcej” można było mieć zawsze, na wyciągnięcie ręki, najlepiej w najmniejszej kieszeni spodni. Nie wiadomo, kiedy może się przydać, a trzeba być przygotowanym na każdą sytuację. Telefon z aparatem, kamerą, odtwarzaczem muzyki, Facebookiem (koniecznie!), grami, budzikiem, słownikiem, stroikiem do gitary, notesem, kalendarzem, kalkulatorem, a nawet e-bookami.

book-933234_960_720.jpg

Chwila, chwila, nie zapędziliśmy się przypadkiem? Komórka, ten cienki ekran oblepiony tworzywem sztucznym z pamięcią większą od ludzkiej, mieści kilka, ba!, kilkadziesiąt książek? Mówimy o tym samym? Pani Nowoczesność upiera się, że owszem, to te same książki, tylko lepsze. W końcu są podręczne, nie brudzą się, nie niszczą, nie ważą kompletnie nic i nigdy ich nie zgubisz. Aczkolwiek, czy taka jest prawda o wyższości elektroniki nad tradycją? Czy nie warto zjechać z tej autostrady bez ograniczenia prędkości w zaciszną, wyboistą, lecz piękną boczną drogę?

Spójrzmy prawdzie w oczy: każda książka jest inna. Każda z nich to niesamowity, miniaturowy świat, który wciąga nas w swoje otchłanie, pozwalając przeżyć niezliczone przygody. W jednej chwili można się znaleźć na miejscu rycerza w trakcie bitwy ze smokiem, obserwować z boku wydarzenia historyczne czy dopingować grupę poszukiwaczy przygód w odległej galaktyce. Tak, to oczywiste, ale co ma piernik do wiatraka? Co za różnica, w jakiej formie poznamy ten świat – elektronicznej czy papierowej?

old_book_by_kuroro7.jpg

Doprawdy, różnica jest ogromna, wystarczy docenić to, co dawniej nam oferowano. Książka jest dziełem sztuki. Niekwestionowanym arcydziełem. Kiedy wchodzisz do biblioteki czy księgarni, ogarnia cię zupełnie inna atmosfera niż dotychczas. Czas na chwilę się zatrzymuje, a ty błądzisz między regałami oglądając i gładząc kolejne grzbiety. Wszystko jest inne, nawet zapach. Powolutku otacza cię magia wielu światów, musisz się tylko na chwilę zatrzymać. Nie musisz nawet szukać niczego konkretnego, książka sama cię znajdzie, przyciągnie do siebie. Nie jak ćmę do ognia, ale jak zapach ulubionego ciasta dziecko do domu. Najpierw zwrócisz uwagę na okładkę. Może ona być miękka, twarda, z wytłoczonymi elementami lub minimalistyczna. Jest jak reklama, billboard lub tajemniczy szept skierowany wprost do ucha, mówiący: „Wybierz mnie, zobacz, jak piękną wiedzę mogę ci przekazać”. Kiedy w końcu któraś zwróci twoją uwagę, możesz jej dotknąć, wziąć do ręki, zbadać. Zajrzeć do środka, przewracając kilka kartek. Szelest stronic jest uspokajający, a każda z nich jest inna, inaczej zaprojektowana. Niektóre specjalnie są postarzane, abyś mógł wczuć się w starożytny świat na nich opisany, albo widnieją na nich kolorowe ilustracje, pobudzające wyobraźnię do działania.

Natomiast co z ich elektronicznymi siostrami? Przesiadasz się sprzed ekranu telewizora przed ekran komputera, odpalasz przeglądarkę, wstukujesz adres sklepu internetowego z e-bookami. Przewijasz stronę w dół, aż zainteresuje cię książka, która dostała pięć na pięć gwiazdek. Czytasz jeszcze recenzje, wydają się w porządku. Kupujesz. Plątaniną kabli przerzucasz zakupiony pliczek na specjalne urządzonko, również z pięknym, jasnym ekranem i voila! Proszę bardzo, możesz czytać, wlepiając swoje spojrzenie w kolejny cud elektroniki. Jednak gdzie tu miejsce na magię? Musiała się zgubić na jednej ze stron www.

 Old_book_bindings

Dobrze, dobrze, ale przecież bez magii da się przeżyć, to tylko mały szczegół, którego miejsce zajmuje więcej aspektów praktycznych! Załóżmy, że wybierasz się na miesięczne wakacje do Grecji, gdzie opalając się nad Morzem Egejskim chcesz popijać anyżówkę i czytać ulubione książki. Nic prostszego, wpakowujesz do torby czytnik e-booków z całą kartą pamięci pełną e-książek i w drogę! Nie musisz dokonywać żadnych wyborów, w końcu wszystko będziesz miał pod ręką. Sięgniesz do jednego z malutkich plików zawieszonych w próżni i załatwione, miłej lektury.

Jednak… To naprawdę takie „fajne”? Chyba lepiej byłoby stanąć przed własną biblioteczką, dębowymi półkami, uginającymi się pod ciężarem twoich papierowych przyjaciół, i zastanowić się chwilę: „Co chciałbym tam przeczytać?”. Niewątpliwie, ten zbiór arcydzieł napawa cię dumą. Nie ma lepszej nagrody niż pełne zachwytu spojrzenia gości twojego domu. „Tak, to wszystko przeczytałem, to wszystko przeżyłem!” – mówi twój uśmiech pełen samozadowolenia, gdy odpowiadasz na nieme pytania skierowane w twoją stronę.

 Książek nie musisz brać wiele, gdyż wiesz, że będziesz smakować każde słowo z każdej kolejnej kartki. A gdy z bólem serca przewrócisz ostatnią już stronę epilogu, nie będziesz w stanie od razu wziąć się za kolejną lekturę. Ten boski stan nazywam „kacem książkowym”, chwilą kontemplacji nad przeczytaną treścią i wybrnięciem z fabuły, w jaką się zanurkowało.

6814330696_128b44ce65_o

Wszystko goni naprzód, jest nieustannie ulepszane, pomniejszane lub powiększane – i bardzo dobrze! Rozwijamy się, a to oznacza, że ciągle żyjemy i, póki co, nie zamierzamy przestać. Jednakże trzeba czasem się zatrzymać i znaleźć chwilę dla siebie. Krótką, intymną chwilę na zastanowienie się, na postój, by zregenerować swoje siły. Krótką, intymną chwilę dla siebie, dla rodziny, dla przyjaciół.

 Przyjaciel pozostanie przyjacielem, jednak co innego rozmawiać z nim przez telefon, a co innego rozmawiać z nim w cztery oczy przy kawie i ciastkach. Rzecz ma się identycznie z książkami. Książka to twój przyjaciel. Nie ma nic złego w upychaniu go do karty pamięci. Lecz nic, absolutnie nic nie zastąpi dotyku papierowej dłoni na skórze. Nic nie zastąpi tego przyjemnego ciężaru w plecaku czy torbie. Nic nie zastąpi tej satysfakcji, gdy spojrzysz na półki pełne książek i przypomnisz sobie, że widziałeś każde ich słowo. Możemy mieć je zawsze pod ręką – w telefonie, w czytniku e-booków, w laptopie… Aczkolwiek zawsze będzie nam tęskno do ich prawdziwych, namacalnych, papierowych form. Książki uzyskają jeszcze wiele innych uniwersów, nie mam zielonego pojęcia jakich, ale na pewno tak się stanie. Śmiem pokusić się o stwierdzenie, iż żadna z form nigdy nie wymrze całkowicie, ulegnie co najwyżej przekształceniu. Papierowe formy także przeszły ewolucję i już chyba osiągnęły swą doskonałość. Ich elektroniczne wersje nie powinny być zastępstwem, tylko towarzystwem. Jeśli będą miały jakieś problemy, to zawsze mogą zasięgnąć rady u starszych sióstr. Bo kto to słyszał, żeby rodzeństwo zastępować czymś innym?

Autor: Zuzanna Smulska

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Książka versus book

  1. Książka ma mieć treść, to się w niej liczy, a nie „dotyk papieru”. Jak chcesz sobie podotykać papier, to polecam Foxy Rumiankowy, nie dość, że miękki, to jeszcze i pachnie! Przyjemny ciężar w torbie? To dosyć dziwne, jak można czerpać przyjemność z dźwigania ciężkich tomiszczy. Szczególnie na miesiąc wakacji w Grecji – ja bym chyba musiała wykupić dodatkowy bagaż rejestrowany. A co do kolekcjonowania – czytasz dla wzbogacania siebie, czy po to, żeby „goście domu” patrzyli z zachwytem? Bieda umysłowa pani korektorki przeraża!

    Lubię to

    • Uwielbiam ludzi obrażających innych za posiadanie odmiennego zdania. Aż pachnie cebulą.
      PS. Zalecam zastanowić się nad tożsamością płciową, skoro nazywasz się męskim imieniem, a wypowiadasz się o sobie w rodzaju żeńskim ;)

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s