Recykling Metalu: Dance Of December Souls


Katatonia dzisiaj często odruchowo kojarzona jest z graniem depresyjnego rocka zalatującego miejscami perfidnym emo-brzdąkaniem. Nic dziwnego – kawał czasu wydawali muzykę w takim właśnie niechlubnym stylu. Niewielu jednak pamięta, że grupa ta ma na swoim koncie naprawdę porządne płyty. Nie tylko zaliczały się one do pełnoprawnego metalu, ale były wręcz pierwowzorem jednego z jego podgatunków. Właśnie Dance of December Souls najlepszym przykładem twórczości z ich złotych czasów!

Giętkość woskowa

Ich oficjalna przygoda z muzyką zaczęła się w 1987 roku pod nazwą Melancholium. Rok później wydali demówkę Reh, która już zwiastowała ich ambitne i wizjonerskie podejście do tematu. Chociażby z samego faktu, iż materiał bardzo mocno zalatywał black metalem, tak w kwestii muzycznej, jak i wizerunkowej grupy. Wspomnę, gwoli wyjaśnienia, że skandynawski boom na black metal miał miejsce… mniej więcej 6 lat później. Po zmianie nazwy na dzisiejszą, wydali kolejno: demo, EPkę i opisywaną teraz płytę. To, co na niej przedstawili, może nie było do końca odkryciem doom metalu, jednak zdecydowanie wywarło na ten kierunek największy wpływ. To, jak on dzisiaj wygląda zawdzięczamy głownie Katatonii z tamtego okresu. Jak całość prezentuje się w praktyce?

Negatywizm katatoniczny

Pierwsze wrażenie, jakie nasuwa się po odpaleniu płyty: prezentuje się ciężko – nie tylko w stylu grania, ale i w odbiorze muzyki. W zasadzie ostrzeżenie o tym znajduje się już na okładce krążka. Katatoniczne dźwięki, jeżeli przypisać je do medycznej definicji wyrazu Karla Kahlbauma, nie wróżą prostego, typowo ułożonego czy łatwego w odbiorze szeregu nut. Najłagodniejsze objawy tych symptomów widać w Gateways of Bereavement, gdzie połączenie pozornego chaosu niektórych partii z prostymi (ale na szczęście nie prostackimi) zagraniami daje jednocześnie przyjemny, jak i niespokojny klimat. Do tego koniecznie trzeba dopisać kilka niekonwencjonalnych sekwencji basu, czy klawiszy, które nijak nie pasują do utartej teorii budowy muzyki i wolny, progresywny kawałek melodii najwyższych lotów gotowy. Gęsty, jak krakowski smog, klimat lecący z głośników, wprawiające w delikatny trans zagrania z nutką wszechobecnego niepokoju, będą dalej standardowym znakiem utworów na Dance of December Souls.

1280px-Katatonia_-_Kavarana_Rock_Fest.jpg

Całość nabiera jednak rys w dalszych piosenkach: katatoniczne motywy grane są z większym rozmachem, nieraz dając wręcz uczucie kakofonii. Szczególnie nieszczęśliwie wychodzą na tym same początki większości utworów. Słuchacz zamiast zostać zachęconym do dalszego wsłuchiwania się w dość długie wyczyny zespołu (piosenki trwają od 6 do 13 minut!), zaczyna się zastanawiać, czy nie ma na głośnikach symulatora wariatkowa. Nawet, jeżeli brzmi to niefortunnie, to zakładam, że taki właśnie był zamysł kompozytora – zazwyczaj wystarczy przebrnąć kilkadziesiąt pierwszych sekund, by początkowy niesmak zakryły partie nastawione na łatwiejszy odbiór. Tutaj pojawia się też delikatnie psychologiczna zagrywka: po chaotycznych czy nieco krzywych zagraniach, czystsze partie sprawiają podwójną przyjemność, tak samo jak te wręcz agresywnie ambitne po dłuższej chwili spokojnych nut.

Najbardziej rozpoznawalny z płyty Without God trzyma jeszcze wyważony poziom z Gateways. In Silence Enshrined, Velvet Thorns (Of Drynwhyl) oraz Tomb of Insomnia to już wyższa szkoła cierpliwości do bardziej męczących momentów (stopniowana mniej więcej w takiej właśnie kolejności). Do tego dochodzą jeszcze dwa instrumentale: średniawy Dancing December oraz mistrzowski pod względem budowanej atmosfery Elohim Meth.

1200px-Katatonia_-_Kuopio_Rockcock_04.JPG

Echolalia

Pomimo trudnej w odbiorze struktury sporej części utworów, nie da się nie docenić kunsztu Andersa „Blakkheima” Nyströma odpowiedzialnego za ich pisanie – dobranie brzmień gitar i perkusji idealnie pasuje do zarysu wykonywanych piosenek. Na nic jednak byłyby te atuty, gdyby nie jedna osoba: Jonas „Lord Seth” Renkse. Sporo jest charakterystycznych growlerów na szwedzkiej scenie, jednak żaden nie dorównuje ani opętańczą barwą tonu, ani tym bardziej wczuciu w tekst, niż właśnie on na przedstawianym krążku. Jest to totalna antyteza typowego śpiewaka bezbarwnie gadającego do mikrofonu, aż prosiłoby się Renksemu postawić za te wyczyny pomnik w środku Sztokholmu. Jest jednak jedna zasadnicza wada. O ile plusem jest to JAK śpiewa, o tyle zagadnienie CO śpiewa, najlepiej przemilczeć. Aż żal pośladki ściska, gdy do człowieka dotrze, że taki majstersztyk jak Dance of December Souls tematycznie i lirycznie oscyluje wokół psychiki emo piętnastolatki zaraz po zerwaniu, która pociesza się czytając biblię LaVeya. Zaskakujące, że dało się zrobić tak dobry materiał jako oprawkę do takiego rozczarowania. Serio, odpalcie płytę i usłyszcie Lorda Setha, ale go nie słuchajcie…

Osłupienie katatoniczne

Po DoDS Katatonia wydała pokaźny szereg wszelkiej maści krążków, współpracując przy tym z takimi nazwiskami jak Akerfeldt (Opeth) czy Swano (Edge of Sanity) i mimo, że wyraźnie spuścili z melodyczności na rzecz mocniejszych szarpnięć strunami, to ogólnie swój poziom trzymali. Tak było do czasu Discouraged Ones, gdzie zamiast growlu zaczęto używać… czystego śpiewu. To był początek końca legendy doom metalu, która stała się przez to rockowym przeciętniakiem (chociaż oddaję pokłony w stronę The Great Cold Distance, który akurat im się bardzo udał). Mimo wszystko, jeżeli szukasz klimatycznych brzmień bez zabójczego tempa – Dance of December Souls jest jak najbardziej dla Ciebie!

TL;DR

Gatunek: progresywny doom metal (Sztokholm);

Za: Gęsty klimat, niecodzienne zagrania, wokal!;

Przeciw: Teksty, miejscami za wiele krzywych zagrań, płyta zdecydowanie nie dla wszystkich;

Podobne do: Tiamat, Anathema, Paradise Lost (wszystko we wczesnych odsłonach).

Autor: Piotr Maślij

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s