Nie jestem numerem w USOSie!


Dr Magdalena Makowska, germanistka, nie ma ambicji, żeby wpływać na życie studentów. Chciałaby za to, by poczuli się docenieni za swoją pracę w czasach nieprzychylnych humanistom. Pierwsza edycja konkursu nie wyszła poza mury Wydziału. O drugiej mówią wszystkie najważniejsze media regionalne. O tym, skąd tak ogromna popularność Superhumana i dlaczego studenci chcą być zauważeni, z dr Magdaleną Makowską, inicjatorką i organizatorką wydarzenia, rozmawia Hanna Łozowska.

Hanna Łozowska: Zacznijmy banalnie: skąd wziął się pomysł na stworzenie konkursu Superhuman?

Dr Magdalena Makowska: Już od kilku dobrych lat pracuję na Wydziale Humanistycznym. Doświadczenia ze studentami mam bardzo różne, ale zwykle pozytywne. Stwierdziłam, że takich najbardziej kolorowych, otwartych, aktywnych studentów warto byłoby pokazać w tej przestrzeni Wydziału, bo zdecydowanie za mało o tym mówimy. Poza tym doszłam do wniosku, że nie ma takiego projektu, który promowałby działania studenckie kompletnie niezwiązane ze sferą naukową. Studenci najlepsi, pod względem naukowym, mogą ubiegać się o stypendia rektorskie. Natomiast nie było inicjatywy, która w jakiś sposób promowałaby innego rodzaju aktywność.

H.Ł.: Była jakaś inspiracja dla Superhumana? Przyznam, że nie słyszałam dotąd o podobnym konkursie na innym uniwersytecie.

M.M.: Nie, nie było żadnego takiego wzorca. Pomyślałam sobie tylko o konkursie Belfer, który ma wyróżnić najlepszych dydaktyków. Natomiast nie ma czegoś takiego, co by pokazywało studenta od innej strony. Pamiętam, że w tamtym roku, jeden ze studentów, zgłaszając się do konkursu napisał, że wreszcie ktoś spojrzał na niego inaczej niż na numer w USOSie. Myślę, że to najlepsze podsumowanie tego, że warto było to wymyślić.

H.Ł.: Ci studenci pozostawali tutaj, na Wydziale, w pewien sposób niezauważani. Ale i media lansują taką teorię, że humaniści są niepotrzebni.

M.M.: To prawda, a Superhuman to właśnie przeciwwaga dla tej narracji, którą słyszymy w mediach i w otaczającym świecie, sugerującej, że humanista to taki człowiek kompletnie nieprzydatny społecznie. A z drugiej strony warto spojrzeć na Wydział Humanistyczny jako miejsce otwarte na różnych ludzi. To znaczy takich, którzy mają szerokie zainteresowania humanistyczne, ale którym studiowanie nie przeszkadza w rozwijaniu innych pasji.

H.Ł.: Czy to nie jest trochę tak, że te osoby słyszą w mediach, czy nawet w domu, bo i tak bywa: „Dlaczego wybrałeś właśnie ten kierunek studiów? Z czego będziesz żył”? Zderzając się z tym humaniści naprawdę zaczynają się zastanawiać, czy ich działania mają jakiekolwiek znaczenie, czy są użyteczne. Może stąd te trudności, żeby wyłuskać i docenić swoje osiągnięcia.

M.M.: Niewykluczone, bo ten stereotyp jest dość silny. Ten konkurs ma też pokazać to, że najważniejsze w życiu człowieka podążanie za swoimi pasjami, zainteresowaniami, wybranie drogi życiowej zgodnej z własnymi przekonaniami. Ja mam to szczęście, że realizuję się w zawodzie, który sobie wymarzyłam. Od zawsze chciałam pracować na uczelni. Cieszę się, że los mi sprzyjał i jestem tu, gdzie jestem. Natomiast nie wyobrażam sobie siebie w jakiejkolwiek innej dziedzinie, która nie wynika z moich zainteresowań. W liceum byłam w klasie matematyczno-fizycznej i miałam bardzo dobre oceny z matematyki i fizyki, ale kompletnie nie wyobrażam sobie siebie w żadnym zawodzie technicznym. Najważniejsze jest, żeby robić to, co sprawia nam przyjemność i to właśnie należy sobie uzmysłowić i na każdym etapie sobie przypominać. Po co wiązać się z czymś, co będzie dla nas kulą u nogi? Trzeba podążać za tym, w czym wiemy, że będziemy dobrzy.

12787110_1106273179424448_678825818_o

H.Ł.: Nie zawsze to się udaje, a mówimy przecież o „superhumanistach”. A co z tymi humanistami, którzy czują się dobrze w dziedzinie, jaką studiują, ale nie są wybitnymi jednostkami?

M.M.: Proszę zwrócić uwagę, że osoby które biorą udział w konkursie nie zawsze są genialnymi humanistami. Dla nas liczy się to, że mają jakąś pasję, którą może być oczywiście humanistyka, ale może to być też coś zupełnie innego, związanego z ich talentem czy innymi zainteresowaniami. To są osoby, które łączą studia humanistyczne z jakąś pasją. Może być tak, że realizują się w jakimś innym obszarze. Okazuje się, że takie elastyczne i otwarte wykształceniu humanistyczne w połączeniu z pasją może stworzyć sposób na życie.

Były takie analizy, na które powoływała się między innymi Gazeta Wyborcza, według których 60% dzieci, które obecnie idą do szkoły w momencie rozpoczęcia swojej pracy zawodowej, będzie funkcjonowało w profesjach, które dziś jeszcze nie istnieją. To oznacza, że mocno wyspecjalizowane wykształcenie może być dla jakiegoś geniusza idealnym rozwiązaniem, ale dla kogoś przeciętnego – niekoniecznie. Może się okazać, że już za kilka lat dana sfera działalności będzie nieatrakcyjna na rynku. Trzeba być przygotowanym na ten dynamicznie zmieniający się świat. Jestem przekonana, że właśnie wykształcenie humanistyczne w połączeniu z pasją i pomysłem na siebie jest najlepszym rozwiązaniem.

H.Ł.: Czyli stawiamy na elastyczność i kreatywność?

M.M.: Tak. I na to, żeby znaleźć coś dla siebie. Żeby odszukać w sobie to, co jest najfajniejsze.

H.Ł..: Studenci sami zgłaszają się do konkursu, czy raczej są zgłaszani przez kogoś innego?

M.M.: Wygląda to różnie. W tej edycji raczej – pół na pół. Są nawet osoby, które zostały zgłoszone przez innych uczestników Superhumana, którzy uważają, że dany kandydat jest po prostu świetny i musi w tym konkursie być! Ten element to wartość dodana Superhumana.

H.Ł.: Zdarzyła się taka sytuacja, żeby osoba zgłoszona powiedziała: „Nie chcę brać w tym udziału, proszę mnie wykreślić”?

M.M. Jak dotąd nie.

H.Ł..: Czyli wszyscy chcą, żeby ich docenić?

M.M.: Na razie nikt nie odmówił. Odpukajmy. Mam nadzieję, że to się nie wydarzy. Spotykam się z pełną aprobatą.

H.Ł.: Spodziewała się Pani, że Superhuman stanie się wydarzeniem na taką skalę? W tej chwili już chyba cały Olsztyn słyszał o konkursie na Wydziale Humanistycznym.

M.M.: Nie spodziewałam się, chociaż muszę przyznać, że włożyłam w to dużo serca i dużo czasu. Może tego nie widać na zewnątrz, ale tak naprawdę i prowadzenie profilu na Facebooku, i przygotowywanie sylwetek kandydatów pochłania mnóstwo energii. W pierwszej edycji nad wszystkim pracowałam sama, co było potwornie czasochłonne. W tej edycji natomiast mam olbrzymie wsparcie właśnie gazety studenckiej Tworzywo i kół naukowych – „Lens” i „Eter”.

H.Ł.: To jest jedna strona popularności Superhumana, czyli ta nasza uczelniana. Ale jest też ten element ogólnoolsztyński, bo jest Gazeta Wyborcza Olsztyn, Radio Olsztyn i inne media regionalne. Pierwsze edycja też cieszyła się takim zainteresowaniem mediów?

M.M.: Nie, wtedy nie mieliśmy oficjalnych patronów medialnych. Wykorzystywaliśmy raczej własne znajomości, licząc, że ktoś o Superhumanie napisze i go rozpropaguje. Tak naprawdę to nie miałam pojęcia, czy ktokolwiek się do tego konkursu zgłosi w I edycji i z jakim odbiorem się on spotka. To było stąpanie po kruchym lodzie.

H.Ł.: Ale to była też nisza…

M.M.: I to chyba właśnie chwyciło.

H.Ł.: W tamtej edycji wyłoniono jednego Superhumana. W tym roku będą osoby wyróżnione w kilku kategoriach…

M.M.: Zobaczymy, czy pozwoli nam na to liczebność uczestników. Na razie mamy siedem osób i kilka zapowiedzi kolejnych zgłoszeń.

Te kategorie są pomyślane po to, aby spojrzeć na osoby z określonego obszaru działalności. Tylko i wyłącznie. Natomiast porównanie między kimś, kto pracuje naukowo, a inną osobą, angażującą się w wolontariat jest bardzo trudne. I jedna praca jest potrzebna i ważna, na przykład z punktu Wydziału Humanistycznego, i druga, bo jest bardzo cenna społecznie. Tylko, że działalność charytatywna zwykle odbywa się w ciszy. Osoby, które się w wolontariat angażują nie robią tego w blasku fleszy. I takich studentów też chcemy pokazać. Niezwykle trudno jest znaleźć to, co najcenniejsze. Chociaż, muszę przyznać, że w zeszłym roku kapituła była jednomyślna, że to właśnie Marta [Wiśniewska] powinna wygrać. To też nas wszystkich podbudowało, że mimo długich obrad byliśmy zgodni, że znaleźliśmy właściwą osobę. Zresztą Marta potwierdziła to tym, jak zaangażowała się w promocję drugiej edycji konkursu. Myślę, że jest znakomitą ambasadorką i Superhumana, i naszego Wydziału.

H.Ł.: Ma Pani poczucie, że zmienia Pani życie tych ludzi?

M.M.: Nie (śmiech). Nie mam nawet takich ambicji, żeby zmieniać ich życie. Natomiast jeśli przez jakiś moment poczuli się szczęśliwsi, zauważeni i dzięki temu usłyszeli symboliczne „dziękuję” za to, co robią, to to jest dla mnie najważniejsze.

Autor: Hanna Łozowska | Fotografie z archiwum dr Magdaleny Makowskiej

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s