Angielskie niebo


Na początku tego artykułu pragnę podkreślić, że są to jedynie moje własne przemyślenia i osobiste doświadczenie. Tego, że rzeczywistość bywa czasami przykra, doświadczył pewnie niejeden z Was, drodzy czytelnicy. Idąc do przodu, przechodząc kolejne etapy życia, szukamy… Tylko czego tak naprawdę?

Zastanawia mnie, ilu z Was poszło na studia z wyboru, a ilu z przymusu albo przypadku. Ciekawi mnie też, kto chociaż raz w swoim życiu zadał sobie pytanie, co po studiach. Sama jestem studentką trzeciego roku i jeżeli przeżyję kolejne pół, to latem czeka mnie obrona. Nie myślę o tym codziennie, ale są dni, w których nurtuje mnie to bardziej niż zwykle.

Ja na przykład mogę się przyznać, że prowadzę „podwójne życie”. Mieszkam i studiuję w Polsce, ale kilka razy w roku z różnych przyczyn ląduję w Anglii. Raz przyjeżdżam w odwiedziny, innym razem w pogoni za pieniądzem. Faktem jest to, że nie jestem jedyną osobą na świecie, która ma takie „drugie odbicie” i szuka odpowiedzi na pytanie „co po”, odwiedzając inne kraje, sprawdzając, jakie są możliwości.

Choć jest to temat kontrowersyjny i wiele zależy od punktu siedzenia, to, moim skromnym zdaniem, perspektywy dla ludzi z wykształceniem w naszym kraju są po prostu przykre. Tak, przykre –takie właśnie określenie przychodzi mi do głowy, gdy zaczynam o tym myśleć. Jeszcze trzy lata temu, kiedy byłam uboższa o parę doświadczeń, zarzekałam się, że nie opuszczę ojczyzny. Każdemu i wszędzie powtarzałam, że to niemożliwe, a jednak po tych kilkudziesięciu miesiącach moje postrzeganie znacznie się zmieniło. To miało być kilka tygodni, krótki wakacyjny zarobek i gdyby nie fakt, że potrzebowałam dużego zastrzyku gotówki na kolejny rok studiów, nigdy bym tam nie pojechała. A okazało się, że ta wakacyjna przygoda rozpoczęła zagraniczne życie.

12842654_981182688615090_767471591_o

Dzięki niej poznałam wielu ciekawych i wartościowych ludzi: magistrów, elektryków, lakierników, mechaników, robotników, młodych i starszych, singli i całe rodziny. Każdy miał swój własny powód emigracji, ale mimo tych wszystkich różnic łączyło ich jedno uczucie – tęsknota za krajem. Właśnie wtedy zaczęłam się zastanawiać, dlaczego tak jest. Dlaczego ludzie, którzy często poświęcają swoją młodość, żeby uzyskać odpowiednią i wymaganą wiedzę, marnują się w zagranicznych fabrykach nie mając możliwości wykorzystania swoich umiejętności? Czy jest to kwestia złego wyboru, człowieka czy może po prostu miejsca, z którego pochodzi.

Są takie dziedziny nauki, które, choćby minęło 100 lat, będą się rozwijać, a zapotrzebowanie na fachowców będzie coraz większe… Jednak co mają powiedzieć ci, których strzał był nietrafny lub ci, którzy edukację skończyli wraz z uzyskaniem zawodu lub, co gorsza, z różnych przyczyn nie skończyli szkoły w ogóle. Jak bez dyplomu realizować się, wypoczywać, mieć marzenia, podróżować i godnie żyć? Przeciętna polska pensja woła o pomstę do nieba, a przecież nawet życie ma swoją cenę. Jeżeli chcesz przetrwać, musisz płacić, a jeżeli chcesz żyć, musisz… No właśnie. Dla wielu przymusem jest zagraniczna rzeczywistość. Miejsce, w którym człowiek staje się człowiekiem, bo nie tylko ma plany, ale przede wszystkim je realizuje. Lot do Polski na święta, remont salonu, nowe auto dla żony czy wakacje na Malcie stają się czymś normalnym.

Im człowiek młodszy, tym piękniejsze ma wyobrażenia o przyszłości. Patrzymy w dal, nie spoglądając na to co posiadamy tu i teraz. Nie myślimy, jak dziś możemy sprawić, żeby jutro było lepsze, a po prostu spokojnie oczekujemy na to, co życie przyniesie nam pojutrze. Przynosi, jak często się okazuje, opcję ostateczną, bo przecież każdy z nas chce coś w życiu osiągnąć, a jeżeli nasz kraj tego nie daje, to wytrwale szukamy gdzie indziej. Wypełniając jedną lukę, sprawiamy, że powstaje kolejna – i tak rzeczywistość, mimo że lepsza, często sprawia, że czujemy się gorzej.

Szukam więc różnych opcji, trochę z własnego wyboru, trochę z przymusu, a trochę ze strachu przed brakiem perspektyw i tak zwaną „ręką w nocniku”. Pieniądz ma siłę przebicia, tylko czy warto porzucać dla niego tę małą, smutną, ale jednak własną, bo polską, przestrzeń? Czy przyjdzie taki moment, kiedy ta przestrzeń będzie lepsza?

Autor: Emila Wiśniewska

Korekta: Kinga Perużyńska

Foto: Emilia Wiśniewska

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s