„Gdzie z tą gitarą?!”, czyli instrumenty mistrzów


„Nie ma nic piękniejszego niż gitara… Może tylko dwie gitary” – tę wypowiedź przypisuje się często Fryderykowi Chopinowi. Posługując się muzycznym slangiem, wiosła są podstawą wielu gatunków muzycznych: począwszy od bluesa z delty, na ekstremalnych odmianach metalu kończąc. Niektórych muzyków kojarzy się z konkretnymi modelami, będącymi ogromną częścią ich wizerunku. Przedstawiam subiektywne (któż mi zabroni?) zestawienie najbardziej charakterystycznych gitar i ich właścicieli, którzy swoją grą sprawiają, że nie możecie oderwać słuchawek od uszu, a wasze ciała pogrążają się w ekstazie porównywalnej do zjedzenia torby ziaren kawy i popicia jej pięcioma litrami napoju energetycznego.

JIMMY PAGE (LED ZEPPELIN) – GIBSON EDS-1275 z 1971 roku

Trudno wyobrazić sobie muzykę rockową bez Led Zeppelin i Pana Page’a. Choć Jimmy używał wielu instrumentów, przede wszystkim Gibsonów Les Paul, EDS zasługuje na szczególną atencję ze względu na dwa gryfy tej czerwonej piękności – dwanaście strun na górnym i dwa razy mniej na dolnym. Dzięki takiemu sprytnemu rozwiązaniu możliwe stawało się granie na żywo partii gitary dwunastostrunowej i zwykłej, sześciostrunowej, bez konieczności biegania po sto metrów w celu zmiany wiosła na inne. EDS wykorzystywany był na koncertach podczas wykonywania sztandarowego utworu LZ – Stairway to Heaven. Co ciekawe, do nagrania kawałka w studiu użyto Fendera Telecastera z 1958 roku. Dwugryfówkę sprezentował Page’owi Jeff Beck (nie figuruje w tym zestawieniu. Jeśli nie znacie tego magika gitary, biegnijcie szybko do sklepu, koleżanki czy kolegi w akademiku lub na youtube’a).

ANGUS YOUNG (AC/DC) – GIBSON SG (modele standard, sygnowane i custom)

Przepis na najbardziej elektryzującego gitarzystę hard rocka? Szkolny mundurek, wagony papierosów, miażdżące solówki, szczypta… przepraszam, wanna mocnego charakteru i bum! Oto Angus Young ze swoim Gibsonem SG. Australijski (a właściwie szkocki) „diabeł” jest wierny tego typu modelom od zawsze. Nie ma zresztą czemu się dziwić. Nie tylko drapieżny wygląd, ale i potężne brzmienie definiuje w dużej mierze styl całego zespołu. Często pytany w wywiadach, dlaczego zdecydował się akurat na SG, Angus tłumaczy wybór niską wagą (co ma znaczenie, bo Young ma około 160 cm wzrostu) i dwucewkowymi przystawkami, nadającymi odpowiedni rodzaj tonu. Osobiście używam Gibsona SG i z przekonaniem mogę stwierdzić, że idealnie wpasowuje się w kanony rockowego, bluesowego, a nawet metalowego grania.

SLASH (Guns’n’Roses, Velvet Revolver, działalność solowa) – Gibson Les Paul Standard (1959, replika).

Znakiem rozpoznawczym Slasha, oprócz burzy kręconych włosów i cylindra, była kopia Gibsona Les Paula z 1959 roku. Po raz pierwszy gitarzysta zetknął się z tym instrumentem w trakcie nagrywania pierwszego albumu Gunsów – Apetitte For Destruction. Saul (bo tak brzmi jego prawdziwe imię) nie dysponował zbyt dobrym sprzętem – jak pisze w swojej biografii, większa część zarobionych pieniędzy była przeznaczana na narkotyki, od których artysta uzależnił się w tamtym czasie. Wiosła, których był właścicielem, nie dawały satysfakcjonującego brzmienia. Z odsieczą przybył menedżer zespołu, Allan Niven, który przyniósł do studia wyżej wymienioną kopię Gibsona, wykonaną przez lutnika, Krisa Derriga. Slash był oczarowany jej chrupiącym i jednocześnie śpiewnym brzmieniem, które w połączeniu ze wzmacniaczem Marshalla stanowiło esencję hardrockowego sznytu Gunsów. Od tamtej pory wytwór Derriga stał się jego ulubionym instrumentem. Firma Gibson wypuściła później na rynek wierną replikę tego modelu – Gibson Les Paul AFD, sygnowaną nazwiskiem Slasha, która jest de facto kopią kopii (sic!) oryginalnego Les Paula z 1959 roku. Instrument użyty przy nagraniu AFD nie jest już wykorzystywany podczas koncertów, choć Slash chętnie posługuje się nim w studiu.

BRIAN MAY (QUEEN) – RED SPECIAL

Zdecydowanie najciekawszy w moim zestawieniu jest instrument, który powstał… z braku pieniędzy. Historia narodzin tej unikatowej gitary zaczyna się w okolicach 1963 roku. Młody Brian May, grający już przez jakiś czas na gitarze akustycznej, zapragnął „przesiąść się” na elektryczną wersję wiosła. Niestety, brak funduszy uniemożliwiał zakup elektryka. A że Brian to inteligentny i mądry człowiek (niech świadczy o tym doktorat z astronomii), wpadł na pomysł zbudowania swojej własnej gitary, spełniającej wszelkie oczekiwania brzmieniowe i te, dotyczące komfortu gry. W pracach pomagał ojciec muzyka, Harold. Całe przedsięwzięcie trwało osiemnaście miesięcy. Większa część instrumentu pochodzi z różnych rzeczy znalezionych w domu czy sąsiedztwie May’ów. Do budowy użyto dość nietypowych materiałów, jak fragmenty stołu czy podpora starego pieca. Oczywiście, niektóre elementy (m.in. przetworniki, mostek) nie znajdują się w każdym przeciętnym domostwie – zostały kupione. Całkowity koszt materiałów wyniósł tylko osiem funtów. Tak powstała Red Special – drugi, po wspaniałym Freddiem Mercurym, fundament brzmienia Queen. Gdy zespół zdobył popularność, kilka firm wydało kopie Old Lady (tak Brian pieszczotliwie nazywał RS): Greco, Burns, Guild i inne.

EDDIE VAN HALEN (VAN HALEN) – FRANKENSTRAT

Eddie, jako jeden z pierwszych shredderów (gitarzystów, grających na wirtuozerskim poziomie), podobnie jak Brian May, zabawił się w lutnika i stworzył unikalny instrument – Frankenstrat. Skąd nazwa? Powodem jest wygląd „gitarowego potwora-złomu”. Wyobraźcie sobie, że przypadkowy mieszkaniec Wąchocka znajduje gitarę elektryczną na śmietniku. Wyglądałaby podobnie do Frankenstrata, posiadającego światła odblaskowe z tyłu korpusu, ułamaną płytkę ochronną czy środkowy przetwornik, wyglądający jak coś, w co nie chcecie nadepnąć na popołudniowym spacerze po parku. Mimo dość niechlujnej prezencji, dzieło jest na swój sposób piękne, a biała, czerwona i czarna kolorystyka podkreśla bijącą od niego drapieżność. Poszczególne składowe konstrukcji pochodzą od kilku różnych producentów. Mistrz wiele razy powtarzał w wywiadach, że nie chciał na siłę się wyróżnić – nie mógł znaleźć gitary, która sprostałaby jego wymogom i nie była bardzo droga (znów widać podobieństwo do gitarzysty Queen). To właśnie na niej nagrał uważaną za jedną z najlepszych, jeśli nie najlepszą, solówkę wszech czasów – utwór Eruption, będący właściwie jednym wielkim popisem kunsztu i spopularyzowanej przez Van Halena techniki gry tappingiem. Nie widzę sensu dalszego opisywania tego „dziwadła” (swoją drogą, świetnie brzmiącego!). Musicie je po prostu zobaczyć w akcji!

 

Autor: Łukasz Grochulski

Korekta: Kinga Perużyńska

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s