Rafał Wojaczek — legendarny i tragiczny


Urodził się w 1945. Chodził do szkół, dorastał w bibliotekach, na dworcach kolejowych, w domach cudzych i mniej cudzych, w barach lepszej i gorszej kategorii, w jeszcze innych miejscach. Pływał po rzekach, jeziorach i po wielkiej wodzie także. Udzielał się Przygodzie – „Ziemia wolną mu była niestety”. Niekiedy umierał i wtedy z tamtej strony życia odpowiadał: a kuku. Zarzekał się, że mógł też inaczej. Rafał Wojaczek odcisnął się w pamięci świadków jako alkoholik, wariat, chuligan, a nawet bluźnierca. Doskonale planował swoje ekscesy, a łatka skandalisty wprowadzała go w stan euforii. Dlaczego więc najbliżsi widzieli w nim legendę za życia, bohatera i ponadprzeciętnie wrażliwą jednostkę? Odpowiedź na pytanie, kim tak naprawdę był Rafał Wojaczek, brzmi zadziwiająco prosto. Ten oto zmagający się z własnym życiem młody mężczyzna był Poetą. Nie byle jakim. Niekiedy nazywano go „poetą paradoksów”, gdyż motyw śmierci, miłości i cielesności, odziany w turpistyczne i wulgarne opisy, kontrastował z rygorystyczną formą jego wierszy.

Którego nie było

Rafał Wojaczek przyszedł na świat 6 grudnia 1945 roku w Mikołowie. Wychowywał się w rodzinie inteligentów. Już w czasach szkolnych uznawano go za osobę ekscentryczną, inną. Wyróżniał się niezwykłą inteligencją i fotograficzną pamięcią, jednak sprawiał przy tym duże problemy wychowawcze. Pod wpływem mody Wojaczek dokonywał samookaleczeń, chciał zbliżyć się do rówieśników. Paradoksalnie pogłębiał w ten sposób i tak już imponującą przepaść. Kiedy inni we krwi widzieli krew, on dostrzegał istotę życia. Próby pojęcia owej istoty podejmował do końca swoich dni. Przed śmiercią na ciele Wojaczka nie ma połaci skóry wolnej od blizn, nie wspominając już o świeżych ranach. Nie sposób podjąć próby interpretacji twórczości Rafała Wojaczka, nie umieściwszy jej pomiędzy uliczkami Wrocławia z lat sześćdziesiątych. W tym mieście panował specyficzny, młodopolski klimat. Nie licząc obowiązującej, jak wszędzie, cenzury, miasto wydawało się być nietknięte przez socjalistyczną rzeczywistość. Dopiero tu, dzięki sprzyjającym warunkom, Wojaczek porządnie zabrał się do tworzenia swojej własnej legendy. Razem z kolegami po piórze spotykał się w miejscach „artystycznych” – kawiarniach, klubach, teatrze, niekiedy za nimi. Wojaczek często otrzymywał tymczasowy zakaz wstępu do lokali. Jedną z przyczyn był niekonwencjonalny sposób opuszczania lokali, mianowicie – przez szybę. Niestandardowe  zachowania poety szokowały, wydawały się nie do pojęcia, lecz z czasem otoczenie przestało reagować na groźby „idę się zabić”, a złamanie nosa zaczęło traktować jako „przyjacielski kuksaniec”. Byli jednak i tacy, którzy przez ekscentryczny sposób bycia dyskryminowali Wojaczka lub, co było niezwykle krzywdzące, jego genialną poezję.

zdjecie 2

Chory czy zwyczajnie nieszczęśliwy?

Wojaczek w pewnym momencie swojego życia dobrowolnie poddał się leczeniu psychiatrycznemu. Niektórzy twierdzili, że cierpiał z powodu schizofrenii, lecz bardziej prawdopodobne wydają się być stany schizoidyczne. Intensywne życie poety często było przerywane przez okresy samotności – kiedy Wojaczek zamykał się w sobie, potrafił nie opuszczać mieszkania przez wiele dni. Do dziś jednak nie wiadomo, czy rzeczywiście zmagał się z jakąkolwiek chorobą psychiczną. Poeta szybko pożałował decyzji o podjęciu leczenia. Szpital był dla niego gorszy niż więzienie, dusił się za jego murami. Uczucia i lęki pisarz zawarł w dzienniku „Sanatorium”.  Za życia wydał też dwa tomiki poezji (co ciekawe, po jego śmierci ukazało się ich aż osiem!). Osobę Wojaczka można rozpatrywać jako ucieleśnienie poezji Charles’a Baudelaire’a, Arthura Rimbaud’a i Eluarda razem wziętych, dlatego nie dziwi, że jego losy wydają się co najmniej tragiczne.

Kobieta źródłem inspiracji

Wojaczek miał w życiu wiele kobiet, często spotykał się z nimi równolegle. Dziwny wydaje się więc fakt, że jedną z nich poślubił. Małżeństwo z Hanką, pielęgniarką w szpitalu psychiatrycznym, przetrwało niespełna pół roku. Owocem tego związku była córka, której Wojaczek najprawdopodobniej nigdy nie widział. Niektórzy twierdzą, że poeta traktował kobiety przedmiotowo, lecz po zapoznaniu się z jego wierszami można by rzec, że traktował je bardziej jak relikwie. Poprzez znajomość z kobietą obcował z poezją w najczystszej postaci. Kiedy wyczerpał inspirację, porzucał daną partnerkę i szukał kolejnej. Ważną postacią w jego życiu była Teresa Ziomber. Ich związek przetrwał najdłużej, choć opierał się na dość dziwnej relacji: nigdy razem nie zamieszkali, spotykali się dość rzadko, bardzo często jednak korespondowali, a ich listy były wzruszające, pełne czułości, strachu i bólu. Teresie poświęcił wiele wierszy. Jednak jedyną, którą prawdziwie kochał, była poezja. Przez cały okres twórczy szukał jej w kobiecym ciele. „Czyż wiersz może nie być kobietą?”pisał. Albo: „Nie wiem, czyś Ty to dostrzegł, że słowo «kobieta» oczywiście rymuje się z słowem «poeta»”.

zdjecie 3

Głos jest krzykiem i nikogo to nie obchodzi

Inną inspiracją, odkrytą przez Wojaczka już w dzieciństwie, była śmierć. Jednak bardziej niż „sama ironiczna pani” fascynował go proces umierania. Sam dla siebie był obiektem doświadczalnym. Dokonywał samookaleczeń, jego poczynania balansowały na granicy życia i śmierci. Zupełnie tak, jakby poprzez istotę bólu fizycznego chciał zrozumieć ból, który nosił w sobie. Często mówi się, że Wojaczek miał za sobą wielokrotne próby samobójcze, jednak tak naprawdę nigdy nie chciał pożegnać się ze światem. Przede wszystkim starał się zwrócić na siebie uwagę, lecz także próbował przesunąć ostateczną granicę. Umierał, ale nie chciał umrzeć. Do dziś toczą się spory, czy ostatnia, ale dla odmiany udana, próba samobójcza była zamierzona. Wojaczek połknął odliczoną liczbę tabletek i popił ją odmierzoną ilością alkoholu. Zupełnie tak, jakby pragnął, żeby ktoś go znalazł i uratował. Jego życiorys przypomina po trosze losy bohatera romantycznego i tragicznego. Wojaczek przez całe swoje życie szukał ratunku – nadaremnie. Nikt nie był w stanie go uratować. W jego przypadku nie można mówić nawet o bólu istnienia, raczej o bólu zaistnienia. Bowiem największą krzywdą, od której zależały dalsze jego cierpienia, były narodziny. W całym życiu poety nie było momentu wolnego od rozpaczy i bólu. Wojaczek przyszedł na świat nieprzystosowany. Był nadwrażliwy, zbyt delikatny, zbyt genialny… Cała jego poezja jest krzykiem, wołaniem o pomoc. Tak naprawdę, tylko ona trzymała go przy życiu. „Zaprawdę powiadam Ci. Poetą się jest. Jest się Nim, żyjąc. Zaś bywa się czasem skrybą – grafomanem. Bywa się Nim wtedy, gdy brakuje sił, by dźwignąć ciężar swego życia”. Mając na uwadze imponującą twórczość Rafała Wojaczka, przerażająca wydaje się być myśl, jak często musiał bywać grafomanem, ile razy przygniatał go jego własny świat.

Autor: Weronika Kubera

Korekta: Kinga Perużyńska

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s