Muzyczna prostytutka – Freddie Mercury


Freddie Mercury, a właściwie Farrokh Bulsara, przyszedł na świat na Zanzibarze, młodość spędził w Londynie. Ukończył Ealing Art College – tam uczył się rysunku. Grał na gitarze i fortepianie, z jego inicjatywy powstał legendarny zespół Queen. Stworzył utwór rockowy wszechczasów. Skala jego głosu wynosiła trzy i pół oktawy.  Sam o sobie mówił: „Jestem tylko muzyczną prostytutką”. Balansował na granicy kiczu i dobrego smaku. Kochał balet, operę, szampana. Koty ubóstwiał tak bardzo, że pisał dla nich piosenki. Urodził się gwiazdą, a życie kochał bezgranicznie.

Wszystko dla ludzi

Scena była miejscem, w którym ożywał. Spośród setek wokalistów i muzyków wyróżniała go ogromna charyzma. Podczas występów tworzył zażyłą więź z publicznością. Freddiego charakteryzowały specyficzne ruchy, droczenie się z tłumem, ekscentryczne stroje, a przede wszystkim wspaniały głos. Miał w sobie pewien magiczny pierwiastek, którym zdobywał serca ludzi. Freddie Mercury narodził się po to, by występować na scenie. Oglądając koncerty Queen, nawet wiele lat po śmierci artysty, nie sposób nie zachwycić się jego talentem i oddaniem muzyce. Nawet po osiągnięciu statusu światowej gwiazdy, nigdy nie wyzbył się szacunku do fanów. Przed wyjazdem na trasę koncertową do Japonii wraz z zespołem nagrał specjalny utwór „Teo Torriate”, a będąc na Węgrzech nauczył się śpiewać tradycyjną węgierską pieśń. Mimo że posiłkował się tekstem napisanym na dłoni, poruszył całą publikę. Nie da się porównać tego do dzisiejszych koncertów, podczas których „artyści” mylą kraje i miasta, w których występują.

„Who wants to live forever?”

Freddie Mercury, oprócz talentu i wrażliwości na sztukę, słynął jeszcze z jednej rzeczy. Gdy cieszył się jeszcze dobrym zdrowiem, organizował najlepsze, ociekające przepychem bankiety. Na imprezach Freddiego nie brakowało niczego: był alkohol, serwowany przez modelki, narkotyki na tacach niesionych przez karły. Jeżeli ktoś miał ochotę na drinka, podanego przez piękną kobietę z nagim biustem, albo wolał oddać się innym uciechom w strumieniach szampana, nie znalazłby lepszego miejsca niż dom Freddiego. Brakowało jedynie spadającej z nieba kokainy. Mercury kochał wolność, nigdy nie krył się ze swoją seksualnością, rozwiązłością, ani zamiłowaniem do używek. Wszyscy wiedzieli, że był biseksualny. W swoim życiu stworzył dwa poważne związki. Jeden z Mary Austin, która później stała się jego najlepszą przyjaciółką, drugi, dożywotni, z fryzjerem Jimem Huttonem. Czerpał z życia garściami – tak, jakby nigdy nie miał umrzeć.

Rapsodia Freddiego

Przełomowym momentem w karierze zespołu Queen było wydanie płyty „Night at the Opera”. Album okazał się być prawdziwym opus magnum zespołu. Na szczególną uwagę zasługuje piosenka „Bohemian Rhapsody”. Utwór trwa aż pięć minut i pięćdziesiąt pięć sekund i mimo zastrzeżeń wydawców, Freddie uparł się, aby właśnie to „dziecko” stało się singlem promującym płytę. Niewielu wierzyło w sukces „Rapsodii”, również wśród członków zespołu panował pewien sceptycyzm. Jednakże nic nie było w stanie powstrzymać Mercury’ego. „Bohemian Rhapsody” nie jest zwykłym hitem. To prawdziwe arcydzieło muzyczne. Łączy w sobie elementy opery, hard rocka i fragmenty śpiewane a capella. Połączenie jednocześnie genialne i niezwykle ryzykowne. Despotyzm wokalisty okazał się korzystny – nieprzerwanie przez dziewięć tygodni utwór królował w rozgłośniach radiowych, a cały album trzykrotnie pokrył się platyną. Jedynie w USA piosenka stała się popularna z dużym opóźnieniem. Sławę w tym właśnie kraju przyniósł jej dopiero film „Świat Wayne’a”.

freddie 2

„Bohemian Rhapsody” opiera się na ponad sześćdziesięciu akordach. Realizacja nagrania wedle pomysłu Freddiego wydawała się być niewykonalna. Jednakże dzięki ciężkiej pracy i bez wątpienia tajemniczej energii Merkury’ego udało się osiągnąć zadowalający efekt. Utwór „Bohemian Rhapsody” stał się symbolem rocka i niedoścignionym ideałem. Wzoruje się na nim wielu artystów, wielu go podziwia i, biorąc pod uwagę możliwości studyjne lat siedemdziesiątych, nadal przeciera oczy ze zdumienia.

Tupet większy niż talent?

Freddiego Mercury’ego nie obowiązywały żadne zasady. Dużo wcześniej niż reszta świata wiedział, że jest gwiazdą. Przygodę z koncertami zaczynał w zadymionych spelunach. Mimo mało ambitnego otoczenia, dbał o swoją autokreację – robił to do końca swojej kariery. Sprzęt muzyczny przenosił w białych satynowych spodniach i z boa z piór na szyi. Niczym się nie przejmował, wzbudzał uczucia z pogranicza podziwu i zdziwienia. Kiedy stał się sławny, mógł puścić wodze fantazji i w końcu zrealizować dojrzewające w nim od lat pomysły. Po stworzeniu utworu wszechczasów, który powstał mimo wielu niedogodności, ponownie dokonał niemożliwego. Połączył dwa skrajnie odmienne światy. Swoje dwie wielkie miłości: operę i rocka. Po raz kolejny udowodnił światu swój geniusz poprzez duet z Montserrat Caballé i płytę „Barcelona”. Mimo wzmożonej krytyki, zakazów i gróźb dotyczących jego niekonwencjonalnej twórczości, za każdym razem wytrwale szedł obraną ścieżką. Miał bardzo wysokie mniemanie o sobie. Do tego stopnia, że wybrał sobie imię nawiązujące do posłańca bogów.

Rogera Taylora i Briana Maya poznał, wytykając błędy i niedociągnięcia ich ówczesnego zespołu. Logo Queen, które zaprojektował, nawiązywało do herbu rodziny królewskiej. Wielokrotnie powtarzał, że nie licząc zębów, jest idealny. Kochał życie z całych sił, a życie kochało jego. Tak burzliwy i emocjonalny związek nie mógł potrwać zbyt długo. Zachorował na AIDS i wskutek powikłań odszedł w wieku czterdziestu pięciu lat. Na pewno nie do nieba. Żeby tam trafić, trzeba umrzeć, a przecież „legendy przeszłości dorosną, lecz nigdy nie zginą”…

 

Autor: Weronika Kubera

Korekta: Kinga Perużyńska

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s