30 lat po Czarnobylu


30 lat temu na Ukrainie doszło do incydentu, który zmienił bieg historii. Brak elektrowni atomowej w Polsce, skażenie prawie 20% terytorium Białorusi, a nawet znaczne przyczynienie się do upadku Związku Radzieckiego – te i wiele innych rzeczy to konsekwencje katastrofy elektrowni atomowej w Czarnobylu.

26 kwietnia 1986 roku w elektrowni w Czarnobylu miał zostać przeprowadzony test na reaktorze czwartym. Test ten miał wykazać, jak długo po odcięciu zasilania turbiny będą wytwarzały energię niezbędną do działania reaktora i jego podzespołów zanim uruchomią się zapasowe generatory prądu. W trakcie testu, w celu zaoszczędzenia większej ilości energii, wyłączono część podstawowych systemów kontrolnych, w tym proces automatycznego wyłączenia reaktora w wypadku awarii. Początkowo test miał być przeprowadzony na mocy 700 – 1000 MW, jednak, prawdopodobnie przez błąd obsługi, moc reaktora spadła do 30 MW. Na tak niskim poziomie reaktor był wysoce niestabilny, więc postanowiono wyjąć część prętów kontrolnych, aby zwiększyć jego moc. Gdy osiągnięto wartość ok. 200 MW (wciąż względnie mało), 26 kwietnia o godzinie 1:23 postanowiono kontynuować test. Wtedy, w wyniku działań operatorów, reaktor zaczął gwałtownie nabierać mocy.

RBMK_reactor_from_Ignalina

Czarnobylski reaktor RBMK-1000. Taki sam miał zostać zainstalowany w polskiej elektrowni atomowej w Żarnowcu. Sprzedany za symboliczną złotówkę Szwecji działa do dzisiaj bez zarzutu.

W tym momencie pojawia się wiele teorii dotyczących dalszych działań. Najpopularniejsza głosi, że obsługa  postanowiła skontrolować wydajność poprzez umieszczenie prętów kontrolnych w jądrze reaktora. Te jednak były częściowo wykonane z palnego grafitu, który po dostaniu się do niego, zamiast go schłodzić – przyspieszył zachodzące w nim reakcje. Inne źródła podają, że mógł się nawet zapalić, jeszcze inne, że przyczyną był system chłodzenia, który przez swoją zmniejszoną wydajność i poszczególne reakcje pierwiastków spowodował nagły, niekontrolowany wzrost mocy. Niezależnie od przyczyny, moc reaktora w ciągu kilku sekund osiągnęła 530 MW i dalej szybko rosła. Niektóre przewody paliwowe zostały uszkodzone, czego efektem był wzrost aktywności generatora pary, co z kolei skutkowało dalszym wzrostem mocy. W pewnym momencie ciśnienie osiągnęło taki stopień, że dosłownie wysadziło ważącą 1000 ton kopułę reaktora w powietrze. Chwilę później mieszanka gazów uwolnionych przez pierwszy wybuch doprowadziła do drugiej eksplozji, która okazała się być największą w dziejach ludzkości awarią przemysłową. Od czasu rozpoczęcia testu o godzinie 1:23 do drugiego wybuchu upłynęło zaledwie około jednej minuty.

2000px-Tchernobyl_radiation_1996-pl.svg

Mapa skażenia radioaktywnego po katastrofie. Dzisiaj w Zonie często można jednak znaleźć miejsca z poziomem promieniowania niższym, niż w Warszawie.

Niedługo po wybuchu zjawiły się pierwsze jednostki straży pożarnej. Początkowo myślano, że to zwykły pożar, jednak ogień nie gasł. Dziwnie zachowywały się także dozymetry. Większość tych o małym zakresie czułości pokazywała komunikat „promieniowanie poza skalą”, a dwa główne mierniki na terenie elektrowni nie były godne zaufania (jeden okazał się uszkodzony, drugiego nie można było odczytać z uwagi na zniszczenia po wybuchu). Szacuje się, że skażenie panujące w strefie działań strażaków było wystarczająco silne, by po kilku minutach umrzeć. W późniejszym czasie, gdy zdobyto więcej informacji na temat zajścia w elektrowni, postanowiono gasić ją tonami piasku, boru, dolomitu, gliny i ołowiu, głównie za pomocą śmigłowców. Niestety, według naukowców obserwujących skutki katastrofy był to zły pomysł, ponieważ ołów pod wpływem temperatury topił się i ulatniał do atmosfery. Do dzisiaj u byłych mieszkańców okolicznych terenów obserwuje się zwiększone stężenie tego pierwiastka w organizmie.

Kolejnym problemem było powstrzymanie radioaktywnej magmy przed przetapianiem się przez konstrukcję budowli. Kilka kondygnacji niżej zalegała woda, którą wcześniej gaszono pożar. Gdyby magma dostała się do niej, mogłaby zajść reakcja chemiczna, która spowodowałaby kolejny wybuch – tak silny, że zrównałby z ziemią leżący 320 km od elektrowni Mińsk i sprawił, że większość Europy nie nadawałaby się do zamieszkania. Aby zapobiec niebezpieczeństwu wezwano górników z Uralu, którzy wykopali mierzący 150 metrów tunel pod czwarty reaktor. Początkowo miał być pod nim zainstalowany system chłodzenia azotem, jednak ostatecznie teren pod elektrownią (po wypompowaniu wody) zalano cementem, by zapobiec przedostawaniu się pierwiastków radioaktywnych do wód gruntowych.

Kolejnym ważnym etapem akcji ratowniczej było wybudowanie „sarkofagu”. Jego zadaniem miało być odizolowanie ruin reaktora, by lepiej kontrolować zachodzące w nim reakcje. Był to projekt pionierski – człowiek nigdy nie budował tak wielkiej konstrukcji w tak ekstremalnych warunkach. Prace nad wysokim na 10 pięter budynkiem, ze ścianami o grubości nawet do 6 metrów, zakończyły się 15 listopada 1986 roku, a termin jego używalności określono na 30 lat (później zmniejszono go do 20).

Chernobylreactor_1

Sarkofag. Do dzisiaj w okolicach elektrowni, w tym przy pracach konserwacyjnych Sarkofagu, pracuje około 1000 ludzi.

W tym czasie odbywały się inne, równie ważne, akcje, mające na celu neutralizację skutków wybuchu i pomoc poszkodowanym – ewakuacja miasta Prypeć, Czarnobyla i innych miejscowości w promieniu 30 km od miejsca wybuchu (do dziś jest to strefa zamknięta, chociaż były plany zmniejszenia jej do 10 km). Równie ważną i niebezpieczną akcją było oczyszczanie dachu trzeciego reaktora (położonego tuż przy czwartym) z odpadków, m.in. wysoce radioaktywnego grafitu. Promieniowanie na dachu sięgało takich wartości, że roboty przeznaczone do jego sprzątania bardzo szybko się psuły, więc wysyłano tam ludzi. „Bioroboty”, gdyż tak nazywano ludzi biorących udział w likwidacji skutków wybuchu, mogły spędzać na dachu do kilku sekund dziennie, aby nie przyjąć śmiertelnej dawki promieniowania. Tak czy inaczej, większość z nich bardzo szybko zmarła lub miała problemy zdrowotne do końca życia. Zdaniem dzisiejszych ekspertów nikt nie powinien nawet pojawić się wówczas w pobliżu dachu.

Entrance_to_zone_of_alienation_around_Chernobyl

Punkt kontrolny przy wejściu do strefy zamkniętej.

W związku ze złym stanem technicznym „sarkofagu”, w 1993 roku przeprowadzono międzynarodowy przetarg na wybudowanie zastępczej budowli o podobnej funkcji. Wygrała go francuska firma, jednak jej projekt, Arkada, do dzisiaj nie został ukończony. Katastrofę czarnobylską oceniono jako największe zagrożenie w historii. „Zdobyła” 7 punktów w skali INES („Wielka Awaria”). Mimo tragedii pozostałe trzy reaktory elektrowni dalej działały. Ostatni został zgaszony 15 grudnia 1999 roku.

Katastrofa czarnobylska jest również doskonałym przykładem chaosu informacyjnego, panującego nawet na najwyższych szczeblach administracji w Związku Radzieckim. Początkowo sam Michaił Gorbaczow, ówczesny sekretarz generalny KPZR i prezydent Związku Radzieckiego, nie wiedział, co dokładnie dzieje się w kraju. Nawet kilka dni po wybuchu, kiedy już pojawiały się pierwsze, wysoce niepokojące dane, cały incydent trzymany był w ścisłej tajemnicy. Do tego stopnia, że pracownicy sąsiednich bloków elektrowni dalej chodzili do pracy. Dopiero 1 maja 1986 roku w radzieckiej gazecie „Prawda” pojawiła się pierwsza informacja o zdarzeniu, jednak w krótkiej notce (8 linijek tekstu) nie informowano o niczym, czego trzeba by było się obawiać. Co ciekawe, w „The New York Times” artykuł pt. „Sowieci ogłaszają wypadek nuklearny w elektrowni” pojawia się już 29 kwietnia. Możliwe, że władze ZSRR dłużej ukrywałyby całe zajście, gdyby nie alarm podniesiony przez Szwedów o nienaturalnie wysokim poziomie promieniowania, którego skład chemiczny wskazuje na incydent nuklearny, a także zdjęcia satelitarne Stanów Zjednoczonych, które wyraźnie przedstawiały zniszczony budynek czwartego reaktora.

View_of_Chernobyl_taken_from_Pripyat

Widok na elektrownię z miasta Prypeć.

Mimo oficjalnej informacji radzieckich władz o katastrofie, tamtejsze media przez długi czas bagatelizowały skutki wydarzenia. Wymownym przykładem tego zjawiska jest parada pierwszomajowa w Kijowie (130 km od Czarnobyla) z 1986 roku. Wołodymyr Szczerbycki, I sekretarz Komunistycznej Partii Ukrainy, który przewodniczył pochodowi, w 1990 roku popełnił samobójstwo. Jedna z teorii głosi, że popełnił je przez wyrzuty sumienia z powodu przeprowadzenia pierwszomajowego marszu, zamiast jego odwołania. Sam Gorbaczow wspomina, że wtedy „nie chciano wzniecać paniki” i „nikt dokładnie jeszcze nie wiedział, jak wysoka jest skala katastrofy”.

Temat katastrofy jest tak potężny, że trudno go w całości opisać w jednym artykule. Jej wpływ na rozwój energetyki jądrowej, medycyny, sytuacji politycznej na całym świecie czy szereg innych aspektów jest jednak dowodem na to, że nawet bez dokładnej analizy wydarzenia bezsprzecznie można nazwać je punktem milowym historii świata. Przykładem na potwierdzenie tej tezy niech będą słowa Michaiła Gorbaczowa: „Czarnobyl był początkiem końca Związku Radzieckiego”.

Autor: Piotr Maślij

Korekta: Kinga Perużyńska

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s