Władca Pierścieni: to samo, tylko inaczej. Różnice między książką a filmem


„Władcę Pierścieni” bez wahania można uznać za klasyk, który zasłużył na filmową adaptację. W roku 2001 ukazała się pierwsza część kinowej trylogii w reżyserii Petera Jacksona. Duży budżet, genialni aktorzy, perfekcyjnie wykonana scenografia. Niestety, wersja kinowa nigdy nie będzie w stu procentach odwzorowywała książki. Mimo że dzieło Jacksona postrzegane jest jako wybitne, to brakuje w nim wielu „smaczków”.

Już sam początek pokazuje, jak wiele jest niezgodności, różnic i braków w adaptacji reżyserskiej. Wystarczy spojrzeć na pierwsze sceny filmu. Widzimy młodego Frodo Bagginsa, który siedzi pod drzewem i czyta książkę. Taka scena w prozie w ogóle nie ma miejsca. Podobnie, jak kolejne ujęcie, kiedy młody powiernik pierścienia jedzie wozem z Gandalfem Szarym tuż przed przyjęciem urodzinowym starego Bilba. U Tolkiena spotkanie następuje dopiero po uroczystości. Jeśli już mowa o samych urodzinach, to właśnie wtedy Bilbo Baggins zdecydował się uciec od swojego dotychczasowego życia, postanowił zniknąć z rodzinnego Shire. W tym celu wykorzystał Jedyny Pierścień. Jackson przedstawił to w sposób mało widowiskowy. W filmie widzimy hobbita, który kończąc swoje przemówienie nasuwa za plecami na palec magiczny pierścień, a następnie po prostu staje się niewidzialny. Tolkien natomiast opisał to tak: „zeskoczył z krzesła i zniknął. Rozbłysło oślepiające światło, goście zmrużyli oczy, a kiedy je znów otwarli, Bilba nie było wśród nich”.

Zdjęcie nr.2

Dilu, dilu, BOMBADILU!

Za największy minus uważam nieobecność w filmie postaci Toma Bombadila, najbardziej tajemniczego bohatera w całej historii, męża Złotej Jagody. Jego enigmatyczność doskonale obrazuje pytanie zadane Jagodzie przez Froda: „Piękna pani […] jeżeli to pytanie nie wydaje ci się zbyt niedorzeczne, powiedz mi, kim właściwie jest Tom Bombadil?”. Tom-Bom nie należał do żadnej ze znanych ras, nie starzał się, przez co był najdłużej żyjącą istotą w całym Śródziemiu. Jak sam twierdził, pamiętał czasy, kiedy świat był jeszcze młody, wspominał nawet podróż elfów do Valinoru, a miało to miejsce w pierwszej erze! Postać ta wśród różnych ras miała różne imiona: elfy zwały go Iarwain Ben-adar, krasnoludy natomiast Forn, a ludzie z północy – Orald. Tom intryguje również poprzez swoje magiczne moce, kryjące się w pozornie dziecinnych piosenkach. Już przy pierwszym spotkaniu poznajemy jedną z nich: „Hej, chodź, merry dol, derry – serce skacze, lekko chodzi wiatr – upierzony szpaczek, a tu koło wzgórza lśniąca w blaskach słońca na poświatę gwiezdną w progu czekająca…”. Błaha i niedorzeczna piosenka uratowała hobbitów przed starą wierzbą. Postać Bombadila jest na tyle tajemnicza i ciekawa, że warto poświęcić jej odrobinę uwagi, dlatego wyjątkowo bolesny wydaje się fakt, że nie została umieszczona w filmowej adaptacji „Władcy Pierścieni”. Wielu zagorzałych fanów uważa to za podstawową różnicę, od której rozpoczynają dywagacje na temat różnic między obiema wersjami trylogii.

Zdjęcie nr.3

Czerń vs biel

Kontrasty są obecne we wszystkich częściach trylogii. Od małych, przez większe, do ogromnych. Dla przykładu, w „Dwóch wieżach” występuje niewielka rozbieżność, kiedy Eowina prowadzi lud króla Theodena. W filmie celem ich podróży jest Helmowy Jar, w książce natomiast kierują się do Dunharrow. Zabawnym przykładem inwencji twórczej reżysera jest również spotkanie Elronda z Galadrielą, ponieważ w drugim tomie powieści w ogóle nie ma ono miejsca. Zaskakujące dla fanów książki może być również uśmiercenie w filmie elfa Haldira. Podczas bitwy o Helmowy Jar 300 osób staje przeciw 10 000 orków. Z nieznanych przyczyn ludzie otrzymują pomoc od elfów. U Tolkiena o elfach nie ma nawet najmniejszej wzmianki, ponadto siły po obu stronach są niemalże równe, ludzi zaś wspierają Huornowie, rasa zdziczałych Entów. Zarówno w książce, jak i filmie podczas szturmu Uruków, orków i Dunlendingów na Rogaty Gród była burza: „zobaczyli całą przestrzeń między grodem a szańcem zalaną białym światłem, w którym kipiało i roiło się mrowie orków”. Owo białe światło, o którym mowa, to błyskawica. Kolejną różnicą jest otoczenie Helmowego Jaru. W ekranizacji podczas szarży króla Theodena na wojska Sarumana widzimy zielone wzgórza i wrzosowiska, w książce zaś wspomniany jest las „Fangorn”, który to zamieszkują Enty i Huornowie: „Z jękiem wpadli w cień drzew. Ani jeden stamtąd nie wyszedł”. Pojęcie „Bitwa o Helmowy Jar” występuje tylko w filmie. Ta scena jest zaś jest najbardziej widowiskową w całych „Dwóch wieżach”.

Zdjęcie nr.4

Kinowa licentia poetica

Jako że mamy do czynienia z trylogią, można się domyślić, że „Powrót Króla” zaserwuje nam, jak obie poprzednie części, wiele kontrastów. Jednym z tych mniejszych, aczkolwiek rzucających się w oczy, jest przekucie szczątków Narsila, królewskiego miecza Gondoru, zniszczonego podczas ostatniej bitwy pierwszej wojny z Sauronem. Ostrze, które zdjęło Jedyny Pierścień z palca Władcy Ciemności, zostało przekute w Andurila. U Tolkiena miało to miejsce w tomie pierwszym, nowe imię zaś nadał mu Aragorn, natomiast u Jacksona scena ta występuje dopiero w „Powrocie Króla”, a o imieniu Anduril syn Arathorna dowiaduje się od Elronda. Ogrom odmienności widać przy okazji bitwy pod Morannonem. Miała ona miejsce 18 marca 3019 roku trzeciej ery. W ekranizacji Armia Zachodu formuje szyk w kształcie koła, po czym zostaje otoczona przez armię Saurona, przebywającą już na polu bitwy. W książce siły nieprzyjaciela nieustannie „wylewały się” zza Czarnej Bramy: „Wzbierające morze nieprzyjacielskiej armii niemal zalewało wodzów Zachodu”. Peter Jackson przedstawił Gondorczyków i Rohirrimów jako ludzi odważnych, pewnych siebie i idących w bój z zacięciem, w książce zaś możemy przeczytać, że byli przepełnieni strachem i niepewni celów wojny: „przywykli Mordor uważać nie za kraj istniejący rzeczywiście, lecz za symbol zła, za legendę nie mającą nic wspólnego z ich powszechnym życiem. Teraz nagle koszmarny sen okazał się okrutną jawą, a nieszczęśnicy nie rozumieli ani sensu tej wojny, ani dlaczego los ich właśnie w jej wiry zepchnął”. Również obecność upiorów pierścienia, czyli Nazguli, w bitwie pod Morannonem jest wątpliwa. W filmie widzimy scenę, w której walczą one nad polem bitwy z olbrzymimi orłami, dowodzonymi przez Gwaihira, tak naprawdę jednak owa scena nie miała miejsca, gdyż Sauron nakazał upiorom lecieć do Góry Przeznaczenia, aby odebrały pierścień z rąk Froda. Samo zniszczenie pierścienia również zostało przedstawione dwojako. W ekranizacji widzimy zapadającą się Górę Przeznaczenia, która pochłania resztki armii Saurona, Ogniste Oko natomiast eksploduje. W książce oko Saurona po prostu znika, natomiast resztki orków błąkają się bez celu po terytorium starego Mordoru.

Mogło być tak pięknie…

Mimo licznych peanów dotyczących ekranizacji „Władcy Pierścieni”, mogło być lepiej. Dokładniejsze odwzorowanie książki i ściślejsze trzymanie się szczegółów w tym przypadku dałoby efekt powalający. Wiadomo, że film jest tylko inspirowany powieścią. Na korzyść przemawia fakt, że sens fabularny został zachowany, jednak można przypuszczać, że większość fanów Tolkiena bardzo chętnie zobaczyłaby szczere i drobiazgowe odwzorowanie jednej z najpopularniejszych i najbardziej lubianych powieści fantasy, jaka kiedykolwiek powstała.

Autor: Filip Grobelski

Korekta: Kinga Perużyńska

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s