#5 Co w rapsach? Słowo o eksperymentach


Początki rapu w Polsce przypominały dość nieudolną próbę kopii wzorców zza oceanu. Tekst oparty na losowo zebranych hasłach sklejonych do rymu z czasem stawał się coraz bardziej złożony, opakowywany w nowe eksperymenty, brzmienia, patenty słowotwórcze i hasztagi. Z czasem jednak ogrom gęsto położonych wersów musi stać się męczący dla odbiorców. Część reprezentantów rodzimej sceny próbuje właśnie przekonać resztę do zmiany trendów. Czy skutecznie?

Grono raperów otwarcie odchodzących od sztywno wyznaczonych kanonów rośnie z każdym rokiem. Z jednej strony znajdziemy artystów takich jak Łona, Ten Typ Mes, Bisz lub Eskaubei chcących dostać się do światów bardziej ambitnych muzycznie. Przeciwko nim można zestawić postacie pokroju Kaliego, Tedego, Malika Montany czy Sentino, starające się przenieść nad Wisłę modę na brzmienia prosto z amerykańskich list przebojów. Słuchacz raczej nie znajdzie w ich nagraniach niż poza prostymi sloganami, banalną techniką i niezłożoną melodią szybko zapadającą w pamięć.

O ile występy na Przystanku Woodstock i granie z całym zastępem instrumentalistów niekoniecznie tożsamych ze światem hip-hopu wzbudza powszechne słowa pochwały, o tyle wprowadzanie do rapu popowych akcentów wciąż budzi opór dużej części słuchaczy. Doskonałym przykładem fali hejtu, który dotknęła prekursorów tej drogi jest premiera najnowszego klipu Sentino. Numer złożony głównie z jednego, dość przypałowo brzmiącego słowa „Tatuażyk”, opakowany w klip, którego pozazdrościć mogłoby wielu innych reprezentantów gatunku, spotkał się z dużym niezrozumieniem odbiorców. Stosowanie prostych odważnych zabiegów nie musi być jednak skazane na porażkę. Tede na nieskomplikowanym rapie zdołał odbudować stracony klika lat wcześniej fanbase, przez co stał się jednym z najbardziej pożądanych artystów gatunku. Również przywołany wcześniej Kali bez skrupułów kopiujący amerykańskie patenty nie może narzekać na brak słuchaczy. Jak widać diabeł tkwi w szczegółach.

sentino

Fakt, że Sentino wychowywał się poza Polską może mieć wpływ na stosowanie słów, które przez słuchaczy mogą wydawać się śmiesznie nieodpowiednie. Brak dużej liczby słuchaczy również nie będzie stał za dobrym przyjęciem eksperymentów. Na śmiałe próby robienia typowo komercyjnej muzyki mogą pozwolić sobie tylko raperzy posiadający rzeszę oddanych fanów. W innym wypadku najpewniej zderzą się z falą niezbyt pochlebnych komentarzy. Zabawną kwestią jest fakt, że większość obecnych premier jeszcze dekadę temu byłaby uważana za zbrodnie na hip-hopie i zapewne dzisiejsze, źle przyjmowane nagrania z upływem czasu zyskają status wartych przesłuchania klasyków. By się o tym przekonać potrzebujemy jednak jeszcze co najmniej kilku lat.

P.S. Jeśli tym tekstem wzbudziłem w Tobie choć trochę niepokoju o stan polskiego rapu uspokajam: Nadal istnieją prawilne ekipy ulicznych nawijaczy niezmiennie zajmujących się j*baniem policji, historiami o powinięciu dobrego ziomka i spersonifikowanym hip-hopie. Bez obaw, muzyka podwórkowa ma się dobrze.

Autor: Tomasz Loewnau

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s