Kolorowy ptak socjalizmu


Marek Hłasko. Polski pijak. Polski pisarz. Otarł się o karierę międzynarodową, lecz uwiódł nieodpowiednią kobietę. Gdyby żył dziś, zostałby pojmany i nabity na pal przez współczesne feministki. W jego opowiadaniach kobiety zawsze miały krągłe biodra, ale często nie miały imienia. Robił co chciał i z kim chciał, ale nie wiedział po co. Nie miał celu. Jego życie było nieprzerwaną tułaczką. Żył w Polsce, Niemczech, Izraelu i Stanach Zjednoczonych. Wszędzie niechciany. Wszędzie bezdomny i bezpański. Wszędzie smutny. Wszędzie pijany.

W odpowiedzi na stworzenie świata

Hłasko zapytany kiedyś, dlaczego tyle pije, odparł, że jest to jego odpowiedź na stworzenie świata. Bo jaki był świat, kiedy on się urodził? Jaka była wtedy Polska? Szara, przygnębiająca i ocenzurowana. Marek Hłasko urodził się 14 stycznia 1934 roku w Warszawie. Od samego początku sprawiał problemy. Legenda głosi, że podczas chrztu dwuletni Marek na pytanie, czy „wyrzeka się złego ducha” miał odpowiedzieć „nie”.  Żył wedle własnych zasad, był wielokrotnie przenoszony lub po prostu wyrzucany ze szkół. Wśród rówieśników nie miał zbyt wielu przyjaciół. Nie uczył się źle, był zbyt pyskaty i cyniczny. W listach do matki z tamtego okresu wielokrotnie przepraszał, obiecywał poprawę, ale jego styl życia zaowocował zakończeniem edukacji w wieku 16 lat. Zaczął wtedy pracę jako kierowca. Dorastał w „polskiej kulturze picia”. Podejmował pierwsze próby literackie, dzięki Stefanowi Łosiowi otrzymał stypendium twórcze Związku Literatów Polskich. Związał się z tygodnikiem „Po Prostu”, nie był jednak zbyt dobrym dziennikarzem, niezbyt pasowało mu pojęcie „terminów”. Jednakże największym wrogiem dla twórczości Hłaski była cenzura. Pisarzowi wielokrotnie odmawiano publikacji jego utworów. Hłasko ponadprzeciętnie nie potrafił wpasować się w świat socjalistycznej Polski. Urodził się chyba w najgorszym dla siebie czasie, ale paradoksalnie jak nikt inny potrafił oddać w swoich utworach klimat i marazm tamtego świata.

 „Ja już nie wrócę”

Hłasko dzięki swoim utworom stał się symbolem młodego pokolenia. Pisał niekonwencjonalnie, nie dał wpisać się w żadną ramę. Wkrótce wyjechał za granicę, do Paryża, gdzie w „Kulturze” opublikowano jego antykomunistyczne „Cmentarze”. Jego dotychczasowe przepychanki z władzami Polski Ludowej przerodziły się w prawdziwy konflikt. Kiedy odmówiono mu przedłużenia paszportu, znalazł azyl polityczny w Berlinie Zachodnim. Później co prawda starał się o powrót do kraju, lecz władze nie spieszyły się z udzieleniem odpowiedzi. W końcu wyjechał do Izraela, następnie do Stanów Zjednoczonych. Na podstawie jego scenariusza Polański miał nakręcić film, jednakże ostatecznie reżyser się wycofał. Przed Hłaską pojawiła się kolejna okazja współpracy, tym razem z Nicolasem Rayem. Jednakże jego wielka kariera w Hollywood została ukrócona przez romans z żoną sławnego reżysera. Hłasko przez cały ten czas starał się o powrót do Polski. Bezskutecznie. Władze przeciągały rozpatrzenie sprawy, odpowiadały wymijająco. Pisarz prosił swoich przyjaciół z Polski, aby wstawili się za nim u Gomułki. Nie przynosiło to jednak żadnych efektów. Podczas tej tułaczki po świecie powstało wiele opowiadań i powieści, w tym jeden najpiękniejszy – zbiór listów, które wysyłał do bliskich. Pełno w nich było miłości, humoru, tęsknoty, a w końcu pogodzenia się ze swoim losem. W jednym z ostatnich listów do matki pisał: „Mamo to wszystko na nic. Ja już nie wrócę”.

15145283_1879934632235144_1014349905_o

Piękny dwudziestoletni

Wysoki, przystojny, po prostu polski James Dean. Wiecznie z papierosem w zębach (bez papierosa zapewne połowa środowiska by Marka Hłaski nie poznała). Lekko przymrużone oczy, ironiczny uśmiech, przygarbiona sylwetka i koniecznie brązowy sweter. Bardzo podobał się zarówno płci przeciwnej, jak i mężczyznom. Stwarzał dziwne relacje z kobietami, żenił się pod wpływem impulsu i rozwodził, jakby ślub był decyzją równorzędną z zaparzeniem kawy.  W Izraelu związał się z Esther Steinbach, ale jego żoną została Sonja Ziemann, niemiecka aktorka. Łączyły go też relacje z Agnieszką Osiecką, niektórzy dopatrują się w niej miłości życia Hłaski, jednak biorąc pod uwagę bogaty i niespokojny życiorys pisarza, była tylko epizodem. Sama poetka powiedziała, że mimo przeczytania kilkudziesięciu słów „kocham” w przysłanych do niej listach, czuła, że w jego życiu żadnej roli nie odegrała. Jego związki były pełne ognia, nienawiści i miłości. Nawet po ich zakończeniu Hłasko czuł, że jego kobiety powinny być mu lojalne. Potrafił robić awantury i wysyłać listy pełne złości, gdy te wychodziły za mąż. Sam jednak nie stronił od podbojów miłosnych, „kosił baby jak ułan”, mawiano. Najważniejszą jednak kobietą w życiu Marka była Esther. Bohaterki jego utworów nosiły jej imię, miały jej wygląd, jej skrzydlate brwi i miały jej historię. Tak naprawdę nigdy nie byli razem, dzieliła ich odległość, usunięta ciąża i zagubienie Marka. Szukali siebie nawzajem latami po całym świecie, aż do jego śmierci.

Zabił przyjaciela?

Jednym z najbliższych przyjaciół Hłaski był Krzysztof Komeda, wybitny muzyk i kompozytor. Ich przyjaźń polegała między innymi na piciu i hulankach.  Podczas jednej z pijackich eskapad pisarz w formie zabawy podniósł kolegę, ale ten wypadł mu z rąk i uderzył się w głowę. Wydawało się, że niewinny wypadek, że będzie niewinny w skutkach, że skończy się zadrapaniem, albo siniakiem. Chłopcy się pozbierają i będą narzekać na ból głowy następnego dnia. Było jednak inaczej. Upadek Komedy skończył się krwiakiem, który spowodował śpiączkę, a potem śmierć. Hłasko zabił przyjaciela. Przynajmniej sam tak twierdził i obwiniał się o to do końca życia. Nikt nie miał do niego żalu, nawet żona Komedy. W roku śmierci swojego męża zaprosiła Hłaskę na święta, wiedziała, że jest samotny, że pije, i że po prostu potrzebuje napić się z kimś. Śmierć Komedy nieodwracalnie zmieniła pisarza, od tego momentu sam zaczął powoli umierać, nie trwało to jednak zbyt długo. Hłasko zmarł w Niemczech w 1969 roku. Przyczyna jego śmierci nie jest do końca wyjaśniona. Najprawdopodobniej umarł na skutek wymieszania leków z alkoholem, jednakże jego przyjaciele kategorycznie wykluczają samobójstwo.

15135503_1879934618901812_391846367_n

Antybohater

Bohaterowie opowiadań Hłaski, byli tak naprawdę antybohaterami, mieli trudną przeszłość, źle traktowali kobiety, nie znali żadnych wartości. Byli wiecznymi tułaczami tworzonymi na podobieństwo samego pisarza. Bohaterowie utworów wykonywali jego zawody i kochali jego kobiety. Zupełnie jakby w każdym z nich opowiadał fragment swojej historii. Opisywał życie ludzi z najniższych klas, bez żadnego upiększania, co świetnie ilustruje się chociażby w zbiorze „Pierwszy krok w chmurach”. Jego zagraniczni przyjaciele sceptycznie oceniali jego utwory. Nie znając realiów, które panowały w Polsce, sądzili, że wszystko wyolbrzymia, tym samym tracąc na wiarygodności. A Hłasko był przecież prawdziwy do bólu. Sam pisał, że „Świat dzieli się na dwie połowy, z tym jednak, że w jednej z nich jest nie do życia, w drugiej nie do wytrzymania”. Słowa z jego utworów są brutalne i wyraziste tak bardzo, jakby chciały wyjść z kartki i dać nam w twarz. Komponują się jednak w piękną i wzruszającą całość, skłaniają do przemyśleń tak głębokich, że nie sposób, nawet po tylu latach zapomnieć o Marku Hłasce.

Autor: Weronika Kubera

Korekta: Barbara Pietrewicz

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Kolorowy ptak socjalizmu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s