Teatr narodowy


,,Grosicki ma dobrą kiwkę, a Lewandowski potrafi przycelować’’ – powiedział ekspert do eksperta.

Przez ostatnie lata piłkarska reprezentacja Polski zrobiła ogromny progres. Zarówno na polu sportowym, finansowym, jak i marketingowym. Dzięki świetnym wynikom zyskaliśmy nie tylko kilka milionów euro czy sporo punktów w rankingu FIFA – przybyło nam w kraju co najmniej kilka tysięcy piłkarskich ekspertów! Co ważne: samozwańczych. Drużyna, która w końcu liczy się na europejskim podwórku, jest powodem do dumy nawet dla ludzi średnio zainteresowanych futbolem. Podczas wszystkich zachwytów nad naszą kadrą umyka nam jednak najważniejszy element piłki nożnej – kibice. A właściwie ich brak.

Każdy, kto był na meczu naszej kadry narodowej doskonale wie, co mam na myśli. „Piłkarsko” z larwy przeszliśmy w stadium motyla, jednak w kontekście atmosfery podczas spotkań zanotowaliśmy większy spadek niż funt szterling po referendum w sprawie Brexitu. Te osoby, które naszych piłkarzy mogą oglądać tylko w telewizji prawdopodobnie w tej chwili pomyślą, że to nieprawda. Fakt, że Mateusz Borek czy Dariusz Szpakowski podczas meczu nie mogą wyjść z zachwytu nad „najlepszymi kibicami na świecie” wcale nie oznacza, że mają podstawy, aby tak sądzić. Sytuacja, w której (z pozycji telewidza) słyszycie głośny doping też często jest iluzją – realizator transmisji ma dokładne wytyczne od producenta, kiedy należy zwiększyć lub zredukować czułość mikrofonów przy danej trybunie.

Niestety, ale na przestrzeni ostatnich lat Stadion Narodowy stał się Teatrem Narodowym. W dodatku został przeniesiony z Chorzowa do Warszawy, ale to już osobny temat. Kibiców zastąpili widzowie, którzy wolą mecz oglądać niż być jego częścią. Czasami coś krzykną lub (nawet!) odśpiewają hymn, oczywiście w trakcie nagrywając film na Snapchata. Ich jama ustna podczas meczu jest zajęta konsumpcją oferty stadionowego cateringu, więc jak mają dopingować? Uczepił się tych ludzi, przecież to normalni kibice – ktoś może pomyśleć…

15045555_1301728753222740_208917874_n

W sytuacji gdy ktoś kupił bilet po to, aby obejrzeć mecz, a nie zdzierać gardło – proszę bardzo. Nie potrafię jednak pozostać bierny, widząc profanację polskich barw podczas niemal każdego meczu reprezentacji. Napisy na biało-czerwonym płótnie takie jak np. „Mamo jestem tutaj” czy popularna mini-flaga „Tyskie” w barwach narodowych to już norma. Tak jak ludzie w nakryciach głowy z polskim godłem, które bardziej nadają się na paradę w Rio niż do afiszowania przynależności narodowej. Ironią losu jest, że jedna z najpopularniejszych czapek tego gatunku przypomina tę, którą nosił błazen Stańczyk. Przypadek?

Punktem zwrotnym tej niechlubnej zmiany był okres przygotowań do Euro 2012. Wtedy PZPN wspólnie z ówcześnie sprawującym władzę Donaldem Tuskiem rozpoczął wojnę z kibicami. Czy według opinii publicznej – kibolami. Dzięki poprawce wniesionej do ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych zakaz stadionowy można otrzymać nawet za stanie na schodach podczas spotkania. Jest to przecież niestosowanie się do poleceń służb porządkowych. Problem w tym, że jakim autorytetem jest 20-letni student w kamizelce z napisem „steward” dla 40-letniego mężczyzny, który odkąd tylko chodzi na mecze stał zawsze na schodach i nie zamierza tego zmieniać. Nikomu to nie przeszkadzało przez 20 lat, aż tu nagle pojawia się jakiś nastolatek, który ma co do tego jakieś obiekcje. Sytuacja stała się do tego stopnia absurdalna, że Donald Tusk postanowił podczas jednej z kolejek Ekstraklasy zamknąć wszystkie sektory gości. Powód – niewłaściwe zachowanie jednej grupy kibiców w poprzednim tygodniu. Są też tacy, którzy uważają, że obecny szef Rady Europejskiej po prostu bał się awantur, które mogłyby odbić się szerokim echem w mediach tuż przed mistrzostwami Europy w Polce.

Jak było, a jak jest ?

Wróćmy na chwilę do roku 2008. Reprezentacja w fatalnym stylu odpadła z EURO 2008, trener wraz ze sztabem szkoleniowym zostali zwolnieni, zaś trybuny podczas meczów eliminacyjnych świeciły pustkami. Sytuacja z frekwencją zrobiła się do tego stopnia niekomfortowa pod względem wizerunkowym, iż PZPN rozpoczął dystrybucję darmowych biletów na mecze kadry pośród… pracowników Biedronki, czyli sponsora. Najwyraźniej nadal chętnych było jak na lekarstwo, ponieważ Grzegorz Lato (ówczesny prezes PZPN) poszedł dalej i zadeklarował, że pokryje również koszty transportu. Mówiąc krótko: rozpoczęło się kupno kibiców. A właściwie widzów…

Osiem lat później reprezentacja Polski jest w gronie ośmiu najlepszych zespołów Starego Kontynentu. Stadion Narodowy pęka w szwach nawet podczas spotkań z niżej notowanym rywalem. Podczas każdego meczu jest prezentowana oprawa – szkoda tylko, że od kilkunastu spotkań ta sama. Przyśpiewki kibiców towarzyszą naszym kopaczom – szkoda, tylko że liczbę okrzyków można policzyć na palcach jednej ręki. Zazwyczaj repertuar kończy się po czterech pieśniach. Jednak najbardziej groteskowa sytuacja to fakt, że nasza kadra niejednokrotnie może liczyć na głośniejszy doping grając na wyjeździe niż u siebie. Dlaczego? Otóż kibice bojkotują mecze u siebie. Tacy, którzy na co dzień zajmują się dopingowaniem swoich lokalnych drużyn. Profesjonaliści w swoim fachu. Przez wielu uważani za najlepszych na świecie. Mowa o fanatykach, którzy muszą obejść się smakiem meczów w Polsce, dopingując naszych zawodników jedynie na obcym terenie. Wtedy bowiem pieniądze za bilety nie trafiają do PZPN-u, którego kibice (delikatnie mówiąc) nie darzą sympatią.

Ktoś mądry kiedyś powiedział, że nie można mieć wszystkiego. Świetne wyniki sportowe naszych Orłów zostały okupione dużymi stratami na polu kibicowskim. Niewątpliwie ważniejszym aspektem jest ten drugi, bez niego pierwszy właściwie nie istnieje. Każdy kto oglądał ostatni mecz Legii przeciwko Realowi powinien się ze mną zgodzić. Koszmarnie ogląda się spotkanie bez udziału publiczności. Atmosfera jest wtedy wręcz treningowa. Nawet kiedy polski zespół rozgrywa tak piękne spotkanie… Czy sytuacja kiedyś ulegnie zmianie? Czy na trybuny wrócą osoby, które przywrócą im dawny blask? Oczywiście. Jeśli piłkarze znowu zaczną przegrywać…

Autor: Mateusz Sobiech

Korekta: Barbara Pietrewicz

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s