Internetowa pięść, czyli cyberbullying


fot. flickr.com

W Internecie poszukujemy rozrywki, budujemy relacje, tworzymy treści i pokazujemy siebie. Nie zawsze jednak z tej dobrej strony. Zjawisko cyberprzemocy staje się coraz bardziej powszechnym zagrożeniem wśród młodych ludzi. Uderzenie w sieci boli mocniej niż w rzeczywistości. Prześladowanie w świecie online jest szczególnie groźne, gdyż kompromitujące czy poniżające materiały są dostępne w krótkim czasie dla wielu osób i pozostają na zawsze, jako kopie w wielu komputerach. Dlaczego to sobie robimy?

„Czemu ciągle żyjesz?”, „jesteś wstrętna”, „mogłabyś już umrzeć?”, „jesteś tłustą krową, powinnaś zachorować na raka” – to tylko niektóre z licznych przykładów rozmów internautów na chatroomach, portalach społecznościowych czy blogach. Jedni myślą: przecież to tylko komentarz, który zginie wśród tysiąca innych. Sieć jest nieograniczona, nikt mnie nie zna i nie znajdzie. Bo niby, w jaki sposób? To właśnie poczucie bezkarności i anonimowości daje hejterom poczucie władzy i wyższości nad swoją ofiarą. Specyfika cyberprzemocy sprawia, że obecnie stanowi ona szczególnie duże zagrożenie, często tragiczne w skutkach.

Czternastoletnia Brytyjka Hannah Smith, siedemnastoletni Daniel Perry, piętnastoletnia Ciara Pugsley, trzynastoletnia Erin Gallagher i piętnastolatek Josh Unsworth. Co może łączyć tych młodych ludzi z najróżniejszych części świata? Wszyscy popełnili samobójstwo z jednego powodu. Doświadczenia cyberprzemocy. Nastolatkowie byli wyśmiewani, obrażani i szantażowani przede wszystkim na portalu ask.fm. „Jeżeli ktoś robi coś w sieci nie oznacza, że jest poza prawem, jeżeli zachęca kogoś do robienia krzywdy innym to jest to łamanie prawa. Niezależnie czy dzieje się to w Internecie czy realnym świecie”. Tak po śmierci Hannah na temat cyberbullyingu wypowiedział się sam premier Anglii David Cameron. Jednak jak widać, takie słowa nawet z ust największych polityków i autorytetów nie są w stanie pokonać zalewającej nas fali internetowego hejtu.

15878992_1141530752631723_619033905_n

fot.flickr.com

Dlaczego?

Poruszanie się w cyberprzestrzeni jest dla większości młodych ludzi czymś oczywistym i naturalnym. Stanowi jedną z dominujących form aktywności. Nic dziwnego, że znana od dawna przemoc rówieśnicza częściowo przeniosła się do świata online. Zamiast znanych bójek na szkolnym boisku mamy dziś ostrą wymianę słów na Facebooku. Dzieci już od podstawówki, siedząc na przerwie z najnowszym tabletem czy smart fonem, z ciągłym dostępem do Internetu, łącza się w grupy i słownie atakują innych. Często po prostu mniej atrakcyjnych, odizolowanych od reszty, którzy są społecznie wykluczeni. Doświadczenie przemocy powoduje nagromadzenie silnych, bardzo trudnych uczuć i myśli. Osoby te, nie będąc w żaden sposób udowodnić, że kompromitujące materiały zamieszczone w sieci, czy obraźliwe komentarze są nieprawdziwe, maja poczucie bezradności, a to często prowadzi do depresji czy prób samobójczych. Kim jest agresor? To najczęściej osoba, która ma niskie kompetencje społeczne, która nie potrafi za pomocą dostępnych, społecznie akceptowanych metod zwrócić na siebie uwagi i spełniać ważnych dla siebie potrzeb. Za ekranem komputera czują się kimś zupełnie innym, kto po całym dniu niezauważania i życiowej nudy chce wyładować wzbierającą frustrację.

Cyberbullying a nowe media

Wraz z rozwojem nowych technologii, cyberbulling staje się coraz większym zagrożeniem. Urządzenia multimedialne mają ogrom dobrych zastosowań, ale niewłaściwie używane mogą stać się niebezpiecznym narzędziem. Szerokim echem odbiła się stworzona przez uczennicę liceum aplikacja „ReThink”. Technologia ta pozwala przefiltrować kontekst danej wypowiedzi, przeanalizować go drugi raz przez użytkownika, który ma okazję zastanowić się czy wypowiedź jest obraźliwa i czy może zostać odebrana negatywnie. Wyświetla się wtedy komunikat z pytaniem czy na pewno chce zamieścić napisaną treść. Udanym pomysłem jest fakt, że aplikacja nie wymusza na nas publikacji, niczego nie zakazuje, a jedynie do ponownych przemyśleń.

15857590_1141530729298392_2092552044_o

fot. Ojvind Dahl / flickr.com

Co dalej?

Jak wynika z danych o nadużywaniu Internetu, aż ponad połowa badanych, która doświadczyła przemocy twierdzi, że było to dla nich nieprzyjemne lub wprawiło ich to w zaniepokojenie. Współcześnie sieć sprzyja uzewnętrznianiu negatywnych emocji. Wielu z nas panuje nad swoimi złymi odczuciami w realnym życiu, a Internet umożliwia rozładowanie napięcia. Nadzieją, w zalanym agresją internetowym świecie stają się ludzie, którzy wiedzą i doświadczeniem pomagają innym. Wiele szkół prowadzi programy „zero tolerancji”, istnieje wiele placówek, które wynajmują wyspecjalizowaną firmę monitorującą aktywność uczniów w sieci. Powstała także i8nfolinia Helpline.org.pl, która oferuje pomoc i wsparcie dla rodziców, których dzieci doświadczają zagrożeń online.

Czy współcześnie potrafimy wykorzystać ogrom zalet, jakie daje nam Internet? Co zrobić, aby potęga sieci działała na korzyść dla nas, ale i drugiego człowieka? Zaślepieni technologią nie myślimy racjonalnie, a wyznawane wartości etyczne często dziś odchodzą na drugi plan.

Autor: Justyna Mołodziejko

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s