Wyszedł z domu i nie wrócił, czyli dziwna sprawa Jarosława Ziętary


fot. pixabay.com

Sprawa zaginięcia dziennikarza Jarosława Ziętary to jedna z najgłośniejszych historii kryminalnych ostatnich kilkunastu lat. Jest o tyle intrygująca, iż pełno w niej niejasności i dziwnych przypadków, a także państwowej niemocy w stosunku do sprawy człowieka, który swoją pracą służył publicznemu dobru. Winą za jego zaginięcie, Krzysztof Kaźmierczak i Piotr Talaga, przyjaciele zaginionego a jednocześnie dziennikarze i autorzy nowo powstałej książki na temat zaginięcia Ziętary, obarczają instytucje państwowe stojące, wydawałoby się, na straży prawa.

Trudne początki

Jarosław Ziętara wyszedł z domu krótko przed 9 rano 1 września 1992. Wyszedł do pracy, jednak nigdy do niej nie dotarł. Ostatnią osobą, która go widziała była jego dziewczyna, Beata Sauer. To ona, zaniepokojona brakiem kontaktu z Ziętarą, skontaktowała się z „Gazetą Poznańską”, w której pracował, w celu uzyskania jakichkolwiek informacji. Po rozmowie z Piotrem Talagą i Krzysztofem Kaźmierczakiem, którzy nie kontaktowali się tego dnia w żaden sposób z Ziętarą, sprawa jego zaginięcia została zgłoszona na policję. W poznańskich mediach ukazały się komunikaty o jego zaginięciu. Obdzwoniono wszystkie szpitale i komendy policji w województwie. Po kilku dniach redakcja „Gazety Poznańskiej” ustanowiła nagrodę dla osób, które przyczynią się do odnalezienia redaktora Ziętary. Wówczas było to 20 milionów złotych. Nikt się jednak nie zgłosił, a autorzy książki piszą w niej, iż już w tym momencie wiedzieli, że ich kolega padł ofiarą przestępstwa.

Dziennikarze na pomoc

Wkrótce po zaginięciu Ziętary, oraz oporu policji co do jego poszukiwań, powstała Dziennikarska Grupa Śledcza, składająca się z młodych dziennikarzy lokalnych poznańskich gazet. Grupa ta na własną rękę gromadziła informacje związane z zaginięciem ich kolegi, analizowali jego artykuły, przeprowadzali wywiady oraz prowadzili własne śledztwa. Każde tego typu przedsięwzięcie było dokumentowane np. w postaci notatek. Głównym celem DGŚ było nagłaśnianie sprawy i wywieranie presji na organy ścigania, by rzetelnie zabrały się do pracy i wszczęły śledztwo. Aktywny udział dziennikarzy w tej sprawie wynikał z tego, iż było to pierwsze niewyjaśnione zaginięcie człowieka tej profesji od wielu lat. Dziennikarze bali się, iż ich zawód może być zagrożony, a co gorsza mogą być narażeni na niebezpieczeństwo.

s%c2%a6ud

fot. pixabay.com

Policyjne wsparcie

Policja szuka Ziętary przez rok po zaginięciu, ale nie wszczyna śledztwa, bo nie ma przesłanek, że doszło do przestępstwa. Dopiero jesienią 1993 r. powstaje policyjna specgrupa. To efekt interwencji ojca dziennikarza, który w pismach m.in. do Rzecznika Praw Obywatelskich skarży się na ignorancję śledczych. Prokuratura zaczyna poszukiwania z paragrafu „uprowadzenie”. Ich zaangażowanie nie trwało jednak długo. W 1995 roku zostało zawieszone poszukiwanie dziennikarza.

Trzy lata później sprawa została ponownie wszczęta, tym razem pod nadzorem prokuratora Andrzeja Laskowskiego, który ogłasza swoją hipotezę, iż dziennikarz został zamordowany na zlecenie. Niestety i w tym przypadku nie znaleziono żadnych dowód potwierdzających tę tezę. Postępowanie ponownie umorzono.

Bezradność

Członkowie Komitetu Społecznego „Wyjaśnić śmierć Jarosława Ziętary”, głównie dziennikarze znający zaginionego, przez cały czas szukali dowodów mogących pomóc w wyjaśnieniu sprawy ich kolegi. Również ojciec walczył o ponowne wszczęcie śledztwa, pisząc do najważniejszych osób w państwie, prosząc o pomoc w walce o syna. Do akcji włączyli się także redaktorzy naczelni największych tytułów prasowych, w tym „Gazeta Wyborcza” i „Wprost”, by ruszyć sumienie policji oraz państwa i wyjaśnić tę sprawę. Po 19 latach śledztwo zostaje wznowione…

Kto jest winny?

W tej trudnej sprawie ciężko wskazać winnych, tym bardziej po 20 latach od zaginięcia. Autorzy książki wskazują go jednak bez zastanowienia. Jak sami piszą „To państwo jest odpowiedzialne za śmierć Jarosława Ziętary i to ono nie potrafiło przez prawie ćwierć wieku się z tego rozliczyć, wyjaśnić, uczynić zadość sprawiedliwości. To państwo złamało prawo, stanęło ponad nim i wszystko wskazuje na to, że w sprawie Ziętary to ono powinno zasiąść na ławie oskarżonych.”

Sprawa Jarosława Ziętary budzi wiele wątpliwości w stosunku do działalności policji i państwa, które jak dowiadujemy się w książce, było zaangażowane, nie bezpośrednio, w jego zaginięcie.

W swoim tekście czerpałam informację z najnowszej książki Piotra Talagi i Krzysztofa Kaźmierczaka pt. „Sprawa Ziętary, zbrodnia i klęska państwa”. Kto wie, może to właśnie wam uda się rozwiązać zagadkę jego zaginięcia.

Autor: Aleksandra Pawłowska

Korekta: Zuzanna Smulska

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s